piątek, 17 sierpnia 2012

5.Yeah.

Minął ponad tydzień.

Jest 03:20 i za 2 godz. i 40 min. muszę być przed szkołą bo jedziemy do Warszawy. Czekałam na tę wycieczkę od miesiąca. Nie mogę spać, mam wrażenie, że czegoś zapomniałam choć jedziemy tylko na jeden dzień z klasą ,,K" i ,,D" (nasza klasa-,,E").

Sarah przyszła do mnie na noc i jutro(właściwie to dziś) o 05:30 mój tata zawiezie nas pod szkołę.
David się do nas nadal nie odezwał,< ale jedzie razem z nami bo nie złapał już żadnej jedynki, ale za to Lama poskarżyła się naszej wychowawczyni na niego. A ona zamiast nie pozwolić mu jechać ukarała go uwagą za arogancję wobec nauczyciela i tyle (na szczęście dla  niego)>.Sarah twierdzi, że jego męska duma nie pozwala mu zapomnieć tego, że w taki chamski sposób potraktował dziewczyny, a w tym swoje przyjaciółki.
Mam nadzieję, że dziś w autobusie jakoś się otworzy bo my nie mamy mu za złe i rozumiemy jego zachowanie przez stres tamtego dnia. A co do Jake'a to na przerwach przez ten czas puszczał mi oczko kiedy widział jak na niego zerkam, ale się nie odzywał. Mam wrażenie, że jakoś dowiedział się o tym, że mi się podoba. Jeśli moje przeczucie jest słuszne to nie jestem tym specjalnie zaskoczona bo u nas w liceum wiadomości bardzo szybko się roznoszą, nawet te nieprawdziwe.

-Dziewczyny, czas wstawać. Jest już piąta, macie pół godziny do wyjazdu z domu.

-Ok, już wstajemy mamo.- odparłam.

 Moja mama wyszła z pokoju a my nadal nie mogłyśmy się podnieść bo wczoraj do północy siedziałyśmy i malowałyśmy sobie paznokcie itp. Tym bardziej ja, przecież wstałam w nocy i chyba godzinę się męczyłam żeby znów zasnąć.

-Która idzie pierwsza do łazienki?.-zapytałam.
-Ty możesz a ja przez ten czas się ubiorę, bo ciuchy mam przygotowane.
-Ok.
Wstałyśmy z łózka i każda z nas przygotowywała się do wyjazdu. Po 20 min. siedzieliśmy wszyscy w kuchni zajadając kanapki z nutellą i pijąc gorącą herbatę.

Po skończonym śniadaniu mój tata wstał i powiedział, że idzie po auto i mamy za 5 min. być gotowe.

I od razu wyszedł z domu.

-Ash, wzięłaś aparat?.

-No jasne. 
-Daj mi na chwile, zrobię ci fotkę.
-Jest w torebce, zaraz przyniosę.... Już mam, trzymaj. :



-Teraz ja tobie.
-Ashley, tata już na was czeka.
-Ok, już idziemy mamo!.-krzyknęłam.
-Hahahah, zamiast zakładać kurtki robimy sobie zdjęcia.
-Choć, zbieramy się. Zrobię ci zdjęcie przed domem bo się spóźnimy.

Pożegnałam się z mama i razem z Sarah zabrałyśmy z przedpokoju nasze torebki po czym wyszłyśmy z domu i przy okazji zrobiłyśmy sobie jeszcze kilka fotek. :
-Pokaż, jak wyszło?.
-Ogółem ok tylko kitek Ci trochę opadł, hahaha.
-Kitek robiony przed wyjściem na szybko, zawsze spoko. Hahaha, teraz ty.
-Choć tam kawałek na chodnik, będzie fajna fotka. : 

-I jak?.
-Pokaże ci w samochodzie.
-Ok, wow popatrz jak dużo ludzi już chodzi, a jest dopiero 05:30.
-Beka, ciekawe co się dzieje.
-Dziewczyny wsiadajcie już!.-mój tata wołał nas z auta.
-Już idziemy!.-odpowiedziałam 
Bez słowa wsiadłyśmy do samochodu i mój tata ruszył w kierunku naszego liceum.

piątek, 3 sierpnia 2012

4.Foch.

  To był Jake. Spojrzał na mnie i zapytał czy nic mi nie jest, a ja cały czas powtarzałam sobie w myślach ,,tylko tym razem nie palnij nic głupiego". Na szczęście się udało i odpowiedziałam mu:
- Nic mi nie jest, wszystko ok. Dzięki.
Czułam, że już mogę stanąć o własnych siłach i kiedy w końcu się wyprostowałam Jake posłał mi słodki uśmiech i poszedł do swoich kumpli. Jestem tak podekscytowana tą sytuacją, że w drodze do swojej szafki chyba trzydzieści razy przeanalizowałam sobie całe zdarzenie klatka po klatce<Jeny...jakie on ma piękne brązowe oczy>. Nie mogę uwierzyć w swoje opanowanie dzisiejszego dnia ale pewnie było spowodowane wstrząsem sprzed 5 min. Jak David mógł się tak zachować, no jak?!. Ok, mniejsza, teraz dzwoni właśnie dzwonek na pierwszą lekcje a ja wole nie podpadać Lamie.
 Mi się udało, ale za to David nie miał tyle szczęścia. Ja nie wierze, przecież on tylko pogorszył swoją sytuację. Zaczęło się od tego, że już przy drzwiach krzyczał- nie pytał się tylko krzyczał ,,ja będę dziś poprawiał wczorajszą kartkówkę!.". Wszyscy weszli do klasy i zajęli miejsca, a on przygotował kartkę, długopis i czekał, aż Lama podyktuje mu pytania. Zamiast tego zaczęła gadać, że David nie ma do niej szacunku i bla,bla,bla..., a on głupi się z nią kłócił. Nikt się nie odezwał za ani przeciw jego słowom, więc każdy musiał napisać kartkówkę ze wzorów. Bosko po prostu bo nic się nie uczyłam tylko pisałam referat na fize, dostane lacza i git. Reszta lekcji minęła spokojnie i nic niezwykłego się nie wydarzyło. Przerwy minęły mi i Sarach na rozmowie o David'zie i o jego zachowaniu. Ona też nie wie co mu odbiło i czemu tak nas rano potraktował. Chyba nie muszę dodawać, że złapał focha i przez resztę dnia się do nas nie odzywał.  . Poza tym oddałam referat na fizyce, a inne lekcje minęły normalnie jak zawsze.
 Kiedy po szkole doszłyśmy na przystanek David tam stał i nadal nie zamienił z nami słowa- <Thank You, David!>. Autobus miał spóźnienie, ale droga minęła bez przeszkód. Pożegnałam się ze swoją przyjaciółką i każda z nas poszła w stronę swojego domu.
 ,,Chyba rodzice się dziś nigdzie nie wybrali"- pomyślałam bo furtka nie była zamknięta na kluczyk, po dojściu do drzwi już miałam pewność. Ściągnęłam kozaki i poszłam do nich do salonu się przywitać a przy okazji zapytać się gdzie wczoraj byli.
- Cześć, już jestem!.
- Witaj córeczko.- w salonie była tylko mama.
- A gdzie tata?.
- Wezwali go do firmy.
- Aha, a tak ogółem to gdzie wy wczoraj byliście?. Zawsze kiedy wracam ze sql to ktoś jest a wczoraj pusty dom.
- Byliśmy na mieście coś załatwić.

,,Coś"- kocham takie stwierdzenia po prostu. Nic się nie dowiem.
- Lece do siebie odrobić lekcje.

Poszłam na górę do swojego pokoju. Zamiast od razu odrobić lekcje położyłam się na łóżko i myślałam o tych wszystkich wydarzeniach z dzisiejszego dnia. Mam nadzieję, że już jutro David będzie się normalnie zachowywał. Z takim właśnie nastawieniem zeszłam z łóżka, usiadłam na parapecie przy oknie z gitarą w ręku i zagrałam kilka akordów. Zrobiło się późno więc wzięłam się za lekcje, a potem poszłam spać.











Ps. Dziękuje wszystkim, którzy czytają tego bloga ; **. Widzę coraz większą liczbę wejść i jestem z tego powodu ogromnie zadowolona. Chcę Was jeszcze ogromnie przeprosić za to, że wpisy są tak rzadko, ale brakuje mi czasu ; (. Będę się starać żeby mieć go więcej ; ). Nadal zachęcam do komentowania i zaznaczania ankiety. Buziaki ; **.

czwartek, 28 czerwca 2012

3.Zły chumorek.

Drrrrr.... - ten dźwięk sprawia, że od samego rana chodzę wkurzona. Wczoraj nawet nie zauważyłam kiedy zamiast czytać książkę zaczęłam rozmyślać o Jake'u, w mojej głowie cały czas krążyło pytanie    ,, o co mu chodzi do jasnej cholery ?!"  ale nie znalazłam odpowiedzi a potem zasnęłam i też nie wiedziałam, w którym momencie. Sarah mówiła, że on też coś do mnie czuje, ale mój rozum mówi, że robi sobie na looza jakiś żart. Dobra dosyć rozmyśleń bo spóźnię się na autobus. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół do łazienki, rodzice już pili kawę w kuchni. Potem znowu pobiegłam na górę do swojego pokoju żeby poszukać jakieś ciuchy, znalazłam koszulkę, jakiś kremowy sweterek i jasne dżinsowe rurki. Zostało mi jeszcze 15 min. do wyjścia, które zamiast na śniadanie wykorzystałam na makijaż, (nie siedziałam ,,godzinę" przy toaletce). Jak ja nienawidzę zimy- pomyślałam kiedy zakładałam kozaki na koturnie, no bo sorry ale zakładanie kominów na głowę, niewygodnych rękawiczek i kilku warstw ubrań to nie to o czym marzę...
Nie spóźniłam się na autobus ale na przystanku dziś stało tylu ludzi, że ledwo wypatrzyłam Sarah.
- Hej Ash!. - Sarah jak zwykle w dobrym humorze od samego rana.
- Cześć. A gdzie David?.
- Właśnie nie wiem, nie odbiera.
- Zaspał...
- No nie wiem. Pierwsza jest matma...
- Czekaj, Sarah ty chyba nie chcesz powiedzieć, że nie przyjdzie na matmę bo ostatnio pokłócił się z lamą.
- Mam nadzieję, że nie. Z drugiej strony widziałaś wczoraj jaki był wkurzony.
- No tak, ale to nie powód żeby urywać się z lekcji.
Podjechał autobus i przerwał nam rozmowę, weszłyśmy do środka, no ale dziś nie udało nam się zająć miejsc i stałyśmy całe 20 min. drogi. A kiedy w końcu dojechaliśmy pod szkołę zobaczyłyśmy Davida, który siedział na ławce z książką od matmy. Sarach od razu do niego podbiegła.
- No nie wierzę !.
- O co Ci chodzi ?.- David był wkurzony.
- No jak to o co?. Jest 07:50 a ty siedzisz na ławce, przed szkołą z nosem w książce od matmy!.- wykrzyknęła Sarah.
- No chyba muszę poprawić wczorajszą kartkówkę!.-teraz tryskała z niego czysta złość.
- Myślisz, że ona Ci tak po prostu pozwoli poprawić tą kartkówkę?. David, czy ty ją znasz od dziś?!.- wtrąciłam się bo miałam dość tego, że wyżywał się na Sarah.
- Kurwa!. Możecie mi dać obydwie święty spokój ?!.
- Przesadziłeś !.- odpowiedziałyśmy zgodnie w tym samym czasie.
Wraz z tymi słowami odwróciłyśmy się na pięcie i szłyśmy w stronę drzwi, a ja cały czas odwrócona patrzyłam się na chłopaka, którego uważałam za osobę, która chyba prędzej wolałaby wypić wodę z kibla niż odezwać się w taki sposób do jakiejkolwiek dziewczyny. Całe szczęście, że Sarah szła koło mnie bo inaczej upadła bym po pierwszym kroku na tym śliskim chodniku. Ale ZONK poślizgnęłam się trochę a moja przyjaciółka objęła mnie ramieniem i powiedziała na ucho:
- Tylko teraz nie schrzań tej okazji.
po czym odeszła szybciej w stronę naszej koleżanki z klasy Vanessy. A ja patrząc się jak odchodzi, wydusiłam z siebie tylko.
- Co?.
I w tej właśnie chwili zorientowałam się, że ktoś trzyma mnie w tali.








Ps. Hej kochani ; *.  To już 3 post na blogu jaki opublikowałam i chciałam was gorąco zachęcic do komentowania ich i wyrażania swojej opinii, a także do wzięcia udziału w ankiecie.
Buziaki ; **.

wtorek, 27 marca 2012

2.Beznadzieja.


Zamarłam, nie wiem kompletnie co mu odpisać. Tysiące myśli chodzi mi po głowie- czemu ma mój nr. i skąd go wgl. ma ?. Czuje się jak w jakimś śnie, to niemożliwe ON do mnie napisał !. Wzdycham na jego widok od sześciu miesięcy i ON tak nagle miałby do mnie pisać ?. A jednak, to on, naprawdę ON !. Dobra ogar, muszę mu po prostu normalnie i na looza odpisać.

Ja: Aha, ok ; )

Jake: a co u cb. ?
Ja: nuda ; /, piszę właśnie referat na fize.
Jake: z kim masz fize ?
Ja: z panią Lucy ; )
Jake: ja też mam z nią. Referat też ; D
Ja: hah. i jak ci idzie ?.
Jake: tak szczerze to nawet jeszcze się nie zabrałem ; / a ty?
Ja: właśnie zaczęłam.
Jake: aha, czyli przeszkadzam ?
Ja: Nie !. ; o
Jake:  hehe, mam pytanie: dasz mi swój nr. komy?

Że co ?!.  ON chce MÓJ nr. ?. Ja myślałam przez ten cały czas, że on mnie nie zauważa itp. a tu nagle mówi, że chce mój nr. ?. O nie, coś za gładko to wszystko idzie, co jeżeli on teraz siedzi z kumplem i będą się nabijać czy coś?. Doskonale wiem jacy oni potrafią być w tym wieku. Nie mogłam uwierzyć, że zmarnowałam taką okazję...


Ja: Sorki, ale nie. Musze kończyć, cześć.


Jake już nic nie odpisał, a ja teraz siedzę i wyzywam siebie w myślach ,, Ty IDIOTKO jak mogłaś zmarnować taką okazję ?!. ,,  Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Sarah.


- Halo ?.- Sarah podniosła słuchawkę po dwóch sygnałach.

-No hej, nie uwierzysz...
-Co się stało, masz zdenerwowany głos.- ona zawsze wie co mi jest.
- Chodzi o to, że Jake do mnie pisał.
- Co ?!. Skąd on miał twój numer?- Sarah była tak samo zaskoczona jak ja.
- Właśnie nie mam pojęcia, ale to nie wszystko, on pytał się czy dam mu swój telefon.
- To świetnie, będziecie mogli do siebie pisać wieczorami jak starsi będą kazać wyłączyć kompa, w czym problem?
- Nie dostał tego numeru.
- Czemu  mu nie podałaś, przecież on może się już więcej o to nie zapytać?!.- albo mi się zdaje, albo ona jest bardziej przejęta tą sprawą niż ja.
- Czemu nie podałam ?!. Przecież u niego mógł siedzieć jakiś kolega i nabijali by się gdybym tak łatwo podała mu te głupie cyferki !.
- A co jeśli ty mu się też spodobałaś ?. On nie wygląda na takiego co nabija się z dziewczyn.- jak bym nie wiedziała, gdybym tylko zauważyła na przerwie, że obraża dziewczyny albo się z nich nabija to byłby odrazu skończony w moich oczach.
- Wiem, że nie wygląda.
- Nie ogarniam Cię!
- Ja siebie też, trudno noo, wystraszyłam się i wszystkie czarne myśli zaczęły wypełniać moją głowę.
- Nie możesz cały czas myśleć, że się nie uda!
- Łatwo ci mówić.-powiedziała
m z ironia.
- O czym ty mówisz?
- Leci na ciebie prawie każdy chłopak i nie waż się nawet mówić, że tak nie jest!
- Oni po prostu...
- Podrywają cię. - dokończyłam za nią.
- Dobra, nie zmieniaj tematu, bo gdybym ja podobała się Jake'owi to by poprosił cię o mój numer.- ok tu może miała trochę racji.
- No to ma sens.
- Powiedziałaś to jak ten koleś z reklamy co gra Rafała w ,,Na wspólnej,, hahaha.-nie wiedziałam, że mam męski głos.
- Hahahah, dobra ja się biorę dalej za referat.
- Referat?!. Jeny... Fiza.
- Zapomniałaś ?!.
- Nooo, też się biorę, Hej
- Ok, pa.

Popołudnie minęło mi na pisaniu referatu. Pod wieczór rodzice wrócili do domu, nie wiem gdzie byli, ale mniejsza. Mama w kuchni robiła kolację a tata oglądał mecz. Jakie nudyyy... Po kolacji poczytałam książkę w łóżku przy nocnej lampce i ...



...


piątek, 16 marca 2012

1.Temat: Jake.

Zimowy dzień. Listopadowy, mroźny bez śniegowy poranek.

 Budzik jak zawsze w tygodniu zadzwonił o 6:30, nie miałam najmniejszej ochoty wstawać z mojego ciepłego łóżka. Gdybym miała psa to słyszał by kiedy dzwoni budzik, wskakiwał by od razu na moją kołdrę i zaczął by mnie lizać po twarzy a wtedy od razu bym się zrywała, ale rodzice jak na razie nie dają się namówić na małego psiaka chociaż mamy duży dom z ogrodem na jednym z osiedli w małym miasteczku. Nie rozmyślając nad pieskiem, o którym marzę od skończenia podstawówki zeszłam na dół i w kuchni zobaczyłam mamę, która robiła kanapki do szkoły dla mnie i do pracy dla taty. Śniadanie już czekało na stole i więc usiadłam na krzesełku i zaczęłam jeść moje ulubione płatki, zjadłam, odeszłam od stołu i poszłam prosto do łazienki ogarnąć się przed szkołą, autobus miałam o 7:35. W pośpiechu założyłam dżinsowe rurki, biała bluzkę i rozpinany sweter na guziki. Potem oczywiście jak to ja zapomniałam z pokoju torby a była już 7:23, pobiegłam po schodach na górę do swojego pokoju, wzięłam torbę i znów na dół do przedpokoju gdzie założyłam kurtkę, szal, czapkę, rękawiczki i kozaki na koturnie. Ruszyłam biegiem na przystanek. 


Uff... zdążyłam na przystanku stali ludzie i po chwili zobaczyłam też Sarę i David'a byli ubrani w zimowe, grube kurtki, czapki, szaliki i rękawiczki w mrozie czekali na autobus, podeszłam do nich.

- Hej Ashley! Myślałam, że już nie zdążysz.- Sarah jak zawsze troskliwa.
- Cześć wam.-powiedziałam.- Straciłam poczucie czasu i chyba za długo rozmyślałam rano w łóżku, ale gdybym tylko...
- Hahaha, tak wiemy, gdybyś tylko miała pieska.- Sarah zawsze wie co chce powiedzieć.
- Dokładnie. - powiedziałam.
David stał smutny i przygnębiony, popatrzyłam na Sarę i skinęłam głową w jego stronę, ona wiedziała co robić dalej, przerwałyśmy swoją rozmowę i zaczęłyśmy z nim gadać.
- Czemu masz taką smutną minę David ?-zapytała Sarah.
- No właśnie, co się stało?- dodałam.
- Nic ważnego, chodzi o to, że złapałem doła po wczorajszej kartkówce, jeszcze jedna pała a będę musiał zaliczać cały pierwszy semestr z tą głupią belferką od matmy.-odpowiedział.
- Nie załamuj się, David jeszcze masz czas żeby to wszystko poprawić, myślisz ze tylko ty masz kiepskie oceny?- Sarah próbowała pocieszyć przyjaciela.
- Taaa... wiem, że jeszcze zdążę poprawić kilka pałek, ale jak złapie jeszcze jedną w tym tygodniu to nasza belferka zabroni mi jechać na wycieczkę za dwa tygodnie.- mówił dalej David.
- No racja. Nasza wychowawczyni jest surowa w tych sprawach.- wtrąciłam się.
Sarah chciała jeszcze coś powiedzieć, ale w tej samej chwili na przystanek zajechał nasz autobus.
- Jenyyy... jak zimno, nareszcie przyjechał.- pomyśleliśmy wszyscy w jednej chwili.

Ja, Sarah i David pod szkołą wyszliśmy z autobusu, zdążyliśmy jeszcze przed dzwonkiem pogadać o długo wyczekiwanej wycieczce do stolicy.

- Tam będzie po prostu niesamowicie-cieszyła się Sarah
- O tak, będzie rewelacyjnie, i nie chodzi mi tylko o zwiedzanie<zarzuciłam podstępny uśmieszek>.-dodałam.
- A o co?- David i Sarah odezwali się jednocześnie.
- Przecież jedzie z nami klasa ,,K,, a w niej jest...- nie zdążyłam dokończyć zdania bo oni już wiedzieli o kogo chodzi.
- No jasne, Jake !.- odpowiedzieli równocześnie.
- Skąd wiedzieliście ?.-zapytałam.
-  Ash, Pytanie hahaha,  jak moglibyśmy nie wiedzieć o kogo chodzi, gadasz o nim cały czas.-zaśmiała się Sarah.
- Tak wiem, sorki ale on mi się na serio podoba,  na przerwach widać, że jest zabawy i miły, a poza tym chodził z nami jeszcze do gimnazjum. Pokaże wam coś- jego zdjęcie. Zrobiłam je telefonem z ukrycia kiedy zobaczyłam go w wakacje. To ono.-ciągnęłam dalej.:


-On ci się podoba odkąd pomógł ci nastroić gitarę przed szkolnym apelem na dzień przed zakończeniem roku, prawda?.
-Yhym, zgadza się Sarah. A co?.
- Masz obsesje na jego punkcie dziewczyno, wiem co mówię, a my nie lubimy kiedy laska się narzuca i oprawia nasze fotki w serduszka itp. to jest tandetne i przerażające.- wtrącił się David.
- No ok, ale to tylko dla mnie, ja nie mam zamiaru mu się narzucać, ja nawet... nie dała bym rady się do niego odezwać. - powiedziałam.
- Nie przejmuj się Ash < przytuliła mnie> na tej wycieczce będzie luźna atmosfera i na pewno zamienicie ze sobą parę zdań- pocieszyła mnie Sarah.
- Prędzej zjem groszek, a wiecie jak go nienawidzę, niż uda mi się do niego odezwać- odparłam.
- Ej, nie myśl tak, może ty mu się też podobasz- dodała Sarah.
- Była bym w siódmym niebie gdyby tak było-odparłam znowu.

Drrrryń.....Zadzwonił dzwonek na pierwsza lekcję a Ja, Sarah i David poszliśmy w stronę wejścia, a w drodze do klasy Sarah coś mi powiedziała:
- Pomogę ci na tej wycieczce przełamać pierwsze lody z Jake'm, nie martw się.
Ona jest najlepszą przyjaciółką we wszechświecie.

Następne lekcje minęły szybko:  matma, hista, gegra, wf i fiza. Kiedy wracaliśmy po szkole na przystanek gdzie miał za chwilę podjechać autobus rozmawialiśmy o matmie i o tym jak to ,,Lama"- nauczycielka matmy nazwana tak dlatego, że cały czas się wtrąca we wszystko i kiedy ,,tłumaczy coś,,( bo tak na serio wcale nie tłumaczy bo bierze do tablicy tylko tych co potrafią zrobić zadanie) to pluje, najnormalniej w świecie pluje na ławki i nikt nie wie czemu. Ale mniejsza.
- Nie mogę uwierzyć, że tą pałę mogę poprawić dopiero w środę- żalił się David.
- Ona taka jest, ,,ty się dla niej nie nauczyłeś więc ona nie będzie teraz się zajmowała jedna kartkówką dla ciebie",  nie ogarniam jej wgl.- narzekałam razem z nim.
- A ch.. z nią, jutro jest kółko dla pierwszych klas, pójdę tam i powiem, że chcę poprawić tą pałę, będzie musiała mi pozwolić.- mówił dalej David.
- Skoro sam się jutro zgłosisz to musi się zgodzić, nie ma wyjścia.-poparła go Sarah.
Autobus podjechał a Ja, Sarah i David weszliśmy do środka, zajęliśmy wolne miejsca ( co rzadko się zdarza) i po 20 min. jazdy znaleźliśmy się na osiedlowym przystanku, pożegnaliśmy się i każdy z nas poszedł w stronę swojego domu. 

Doszłam do bramy przed domem, popycham ją i...  ani drgnie, chyba nikogo nie ma w domu-pomyślałam i zaczęłam szukać kluczy w wielkiej torbie. Znalazłam !. I to całkiem szybko, włożyłam kluczyk do zamka w bramce i przekręciłam. Weszłam i to samo drugim kluczem zrobiłam w drzwiach wejściowych. W domu rzeczywiście nikogo nie było i to chyba dobrze bo to znaczy, że mogę od razu wejść na kompa. Poszłam do pokoju, przebrałam się w wygodny, luźny dres, usiadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Poczytałam kilka plotek o gwiazdach w necie, potem włączyłam gadu i zabrałam się za referat z fizyki. Pisze...Pisze...Pisze... i nagle wiadomość na GG z jakiegoś nieznanego numeru :
 Nieznany: Siema, to wasza klasa jedzie na wycieczkę do stolicy za dwa tyg.?
Ja: Yhym. A kim jesteś i po co wgl. pytasz?. ;o
Nieznany: To ja Jake, pytam bo moja klasa też jedzie do stolicy i chciałem się dowiedzieć kto jeszcze. ;)

...