wtorek, 17 grudnia 2013

9.Wielki dzień.

No i mamy grudzień, śniegu po kolana, wszędzie świąteczne lampki i ozdoby. W sklepach regały wypełnione bombkami, łańcuszkami i innymi świątecznymi dodatkami. Wigilia już w następnym tygodniu, mikołajki już za nami i jak zwykle przyjechała moja babka w krótkich siwych lokach, gruba, wszystko wiedząca (nienawidzę jej) i jak zwykle faworyzowała moją młodszą kuzynkę, która mieszka koło niej na jednym podwórku...moi rodzice też tego nie lubią. To ja się staram, opowiadam, że dostałam 5 z polskiego, a ona ,,O taak, Valerie też, miała trudny sprawdzian,,. Wrrrr...jak słyszę takie teksty, a słyszę coś podobnego za każdym razem kiedy ją widzę... no ale chociaż dostałam trochę kasy co było jedynym plusem jej wizyty. Valerie natomiast to rozpieszczona małolata, która sobie pozwala na więcej niż może, np kto to widział, żeby dziewczynka młodsza ode mnie o dwa lata miała 90 godz wagarów w drugiej klasie gimnazjum i na dodatek usprawiedliwiała sobie je sama w dzienniku przy tępym nauczycielu ?!. No ludzie !. Na dodatek jest stałą bywalczynią na dyskotekach, maluje się mocniej ode mnie, jest mega sztuczna i zawsze musi być najlepsza. Ja nauczyłam się grać na gitarze, ona zapisała się na kurs żeby grać lepiej ale to zbyt skomplikowane dla takiego bezmózga więc po trzech zajęciach odpuściła. Gdzieś powinnam mieć jej głupi dziób...o mam:


Daruje sobie dalsze komentarze...
Dziś wielki dzień bo występuje w prezentacji świątecznej, przez ostatnie kilka tygodni co wieczór ćwiczyłam Silent Night i trzymam kciuki, żeby dobrze wyszło. Rano z nerwów nic nie zjadłam tylko wypiłam kakao. Na przystanek autobus podjechał punktualnie i wszystko jak dotychczas układa się dobrze, nawet gitara za bardzo nie przeszkadzała podczas jazdy.Po dotarciu do szkoły poleciałam odłożyć ją na aule, a po tym na normalne lekcje bo apel zaczynał się na czwartej godzinie. 

Mamy teraz biologie, a po niej idziemy na aule szkolną i zacznie się przedstawienie.
-Ash, wszystko dobrze ?.-zapytała troskliwie Sarah.
-Tak, ołkej. Boje się tylko tego występu.
-Nie martw się, świetnie grasz. O Twoim głosie nawet nie wspomnę...
-Dasz rade !.-dodał David.
-A właśnie, Ash pamiętasz tego kolesia, który wpadł na Ciebie na schodach w tamtym tygodniu?.
-No tak, a co Ty znowu Sarah planujesz ?.
-Nic, wydawał się bardzo miły.
-Nie mam ochoty na kolejne swatanie...
-Ale jest ładny<śmiech>
-No dobra...jest ładny<śmiech>, mało tego coś o nim słyszałam.
-Gadaj !.
-To ja idę do Troy'a jak macie plotkować na babskie tematy.-przerwał nam David.
-Jak skończymy to Cie zawołamy David<śmiech>.-dodała Sarah.:-No opowiadaj Ash.
-Chłopak Vanessy, John to jego kumpel i mój kolega, znamy się bo jego mama pracuje w sklepie Zoologicznym gdzie dorabiam sobie w weekendy na święta i on często jej pomaga. Gadaliśmy kilka razy i ostatnio powiedział mi, że rozmawiał z tym chłopakiem o mnie ale mówił, że nie opisywał mnie konkretnie z wyglądu. Rozmawiali sobie o dziewczynach, nagle tamten zaczął, że wszystkie są takie same i zdradzają i wgl., a John, że zna taką jedną, która jest bardzo miła i właśnie nie należy do tych pustaków. A ten koleś w odpowiedzi podsumował ,,takiej dziewczyny to ze świecą szukać,,.
-O bożeee, to takie słodkie z jego strony !.
-No miło usłyszeć coś takiego ale wiesz...
-A ten John chodzi do nas do szkoły ?.
-Nie, do zawodówki. A co ?.
-Tak pytam bo jeśli obaj chodziliby tutaj to miałabyś łatwiej podejść i zagadać czy coś...
-Nie, przestań. Ja się już nie zakocham i kropka.
-Jak wolisz Ash.
Drrrrrr
-Lece, na przerwie muszę już być gotowa za kurtyną.
-Powodzenia !.
Poszłam po schodach na najwyższe piętro gdzie mieściła się ogromna, pięknie ozdobiona aula. Przy suficie miała gipsowe wyrzeźbienia, przy oknach stały wysokie kolumny z wyrzeźbionymi aniołkami. Cała aula była naprawdę bardzo okazała, a tym razem jeszcze zawisły wszędzie świąteczne ozdoby, na scenie nawet stoi pięknie ustrojona choinka. 
Dzwonek zadzwonił ponownie, tym razem informując zakończenie przerwy. Chwyciłam za gitarę i usiadłam na okrągłym krzesełku przed stojakiem z dwoma mikrofonami. Słyszałam szumy i rozmowy. Aula się zapełniała i zaraz miałam wystąpić przed całą szkołą... No cóż...nie gram od wczoraj, skupie się i wyjdzie dobrze. Kurtyna zaczęła się podnosić zobaczyłam, że wszystkie miejsca są zajęte, chwyciłam kostkę i poruszyłam pierwszą struną.
[Chciałam dodać piosenkę, żebyście mogli posłuchać ale się nie udało w żaden sposób. Wybaczcie ; (.]
<brawa>
Zeszłam ze sceny i usiadłam na krzesełku obok Sarah i David'a, cała zarumieniona-dałam rade, zaśpiewałam i zagrałam bez fałszu. To niesamowite, udało mi się !. 
-Super, a tak się martwiłaś !.-zaczęła Sarah.
-Dzięki ale niewierze, że mi się udało.
-To uwierz !.
-Cała się trzęsłam, boże.
-Ale wyszło pięknie.
-Ćwiczyłam codziennie wieczorem od powrotu z wycieczki.
-Wiedziałem, że Ci się uda, gratulacje !.-wtrącił David.
-Dziękuje, jeszcze nie dociera do mnie co się dzieje .
-Jaka stremowana<śmiech> już po wszystkim, spokojnie.
-Wiem Sarah, uf...
Na scenę wszedł dyrektor, życzył nam wszystkim zgromadzonym wesołych świąt i wesołego sylwestra. Kiedy skończył wszyscy opuściliśmy aule.
-Ash, choć na bok.-Sarah pociągnęła mnie od razu jak tylko przekroczyłam drzwi.
-Dobra, znowu babska pogaducha...to ja idę do chłopaków.
My również odeszłyśmy na tyle daleko, żeby nikt nas nie usłyszał.
-Ash...ja nie mogę z tym zwlekać dłużej...
-Co się stało ?.-spytałam wystraszona.
-Kiedy śpiewałaś...David zapytał czy chce z nim być.
-Co ?!. Naprawdę ?!.
-Tak.
-No i co dalej, opowiadaj !.
-Zgodziłam się, znam go od dziecka i wiem, że jest inny niż pozostali. Ufam mu, zawsze mnie wspierał i jest przystojny.
-Świetnie !. Bardzo się cieszę, szczęścia wam życzę i mam nadzieje, że między nami wszystko zostanie bez zmian.
-No pewnie !.
Nauczycielka wygoniła nas na boisko, reszta lekcji minęła dobrze i pozostał nam tylko WF. Ja nie ćwiczyłam bo jestem przeziębiona i siedziałam na ławce i patrzałam na grę dziewczyn. Oprócz mnie nie ćwiczyła jeszcze Karina, która dosiadła się do mnie.
-Hej, pamiętasz mnie wgl?.
-Hej, no z gimnazjum coś mi świta ale nie pamiętam dokładnie...<śmiech>.-odrzekłam.
-No była jedna sprzeczka z Twoją koleżanką i siedziałaś sama na ławce. Podeszłam do Ciebie wtedy z moją przyjaciółką, Giną.
-Tak !. Już pamiętam, nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze się tak zgadamy.
-No ja też ale w sumie dobrze wyszło.
-Dokładnie, dziękuje Ci jeszcze raz naprawdę. Gdyby nie wy to załamałabym się.
-Nie no spoko.-uśmiechnęła się Karina.
Ostatnia lekcja akurat się skończyła ale w drodze do szatni jeszcze obgadywałyśmy naszych byłych nauczycieli.
W drodze na przystanek para gołąbeczków szła za rączki i wesoło gruchała, a ja szłam obok i żadne z nich się do mnie nawet nie odezwało...A Sarah obiecała mi, że między nami nic się nie zmieni, a tu od razu jestem odtrącona...
Przy mojej furtce na szczęście otworzyli oczy żeby się ze mną pożegnać i życzyć wesołych świąt.
Próbowałam wejść ale znów była zamknięta. Moi rodzice coś knują już od miesiąca, a ja nie mam nawet pomysłu o co może chodzić. Wyjęłam z torby klucze i weszłam do środka, rozebrałam się i ubrałam od razu legginsy i luźna przedłużaną koszulkę. Na szczęście już wolne, teraz czeka mnie tylko pomoc mamie w sprzątaniu i gotowaniu na święta. Lepsze to niż męczenie się w szkole...A puki ich niema to odgrzeje sobie obiad i pooglądam TV.
...
Rodzice wrócili około 19:00, ja w tym czasie przeglądałam Facebooka i przygrywałam na gitarze. A teraz nie myślę o niczym innym jak tylko zasnąć po tym ciężkim dniu.






Witam kochani, widzę coraz większą oglądalność i jestem ogromnie zadowolona ; ). Dziękuje wam bardzo ; *. Mimo, że tutaj niema jeszcze świąt nie zmienia to faktu, że zbliżają się one wielkimi krokami i kolejny post (świąteczny) pojawi się dopiero po 24 grudnia bo czeka mnie pomoc w przygotowaniu Wigilii. 
Jeszcze raz dziękuje wam za oglądalność i komentarze, oddawajcie również głosy w ankiecie <---po lewej stornie ; ). 
Życzę wam wszystkim wesołych i spokojnych świąt, żeby wszystkie wasze marzenia się spełniły, dużo prezentów pod choinką i abyście mogli o północy porozmawiać ze swoimi pupilami gdy przemówią ludzkim głosem ; ) ; ***. Pozdrawiam gorąco ; ****.

wtorek, 10 grudnia 2013

8.To tylko sen...

Ledwo wstałam z łózka...mogliby nam chociaż przesunąć lekcje na późniejszą godzinę po wycieczce ale niestety mam na 8:00. Nie wierze w to co wydarzyło się wczorajszego wieczoru, JA jestem z NIM !. To niewiarygodne...oby tylko miał odwagę odezwać się dziś w szkole. Ale nie dowiem się tego, jeśli będę tak tkwić na balkonie w szlafroku, a na dodatek zachoruję. Zeszłam więc do łazienki, a potem znów do swojego pokoju, wybrałam najładniejsze moim zdaniem ubranie i zrobiłam perfekcyjny znów tylko moim zdaniem lekki makijaż, uczesałam włosy. Przejrzałam się jeszcze kilka razy w lustrze swojej szafy i usłyszałam telefon...podeszłam do biurka z nadzieją, że to Jake ale okazało się, że to Sarah ,,Hej ; ). Te buty mnie wykończyły...mam 38,3 stopnie gorączki i nie będzie mnie dziś w sql ; (.,,. Noto pięknie, odpisałam jej szybko ,,a wejdziesz na moment na Gadu ?. ; p.,,- ,,Spoko ; p.,,. Podeszłam szybko do biurka i włączyłam laptop, otworzyłam Gadu-Gadu i zalogowałam się. Zobaczyłam żółte słoneczko i napisałam:
-Znowu hej ; ).
-No, co jest  Ash ?. Wybacz ale nie mam siły siedzieć przy kompie...
-Rozumiem, ale mam do Ciebie ogromną prośbę ^ ^.
-Nom ?.
-Zrobię sobie fotkę w stroju, w którym mam zamiar iść dziś do szkoły i mojego dzisiejszego makijażu, a Ty ocenisz jak wyglądam, ołkej ?. ; )
-Na pewno wyglądasz świetnie, tylko po to ściągałaś mnie z łóżka ?. ; D.
-No proooszę ; *.
-Dobra, dawaj te zdjęcia ; D.
-...
To strój.


A to make-up ; D.

-Co do makijażu nie mam zarzutów ale strój...
-Coś nie tak ?. ; o.
-Koszulka na ramiączka w listopadzie ?. ; D.
-Aaaaa, nooł na to mam bolerko ale zapomniałam ubrać ; D.
-A to dobrze, już się bałam ; D. W takim razie wszystko wygląda świetnie ; ).
-Na pewno ?. 
-Taaaak !. ; p.
-Dzięki Sarah ; *.
-Spoko, dawaj mi znać jak coś ; p. A teraz wybacz ale niedobrze mi i chyba polecę do łazienki...3-maj się pa ; *.
-Zdrowiej, siemka ; *.

No dobra, oby było dobrze. Wyłączyłam komputer, spakowałam się i zeszłam na śniadanie, a po nim szybko założyłam kozaki na koturnie, kurtkę, komin i rękawiczki. Miałam dużo czasu do przyjazdu autobusu wiec szłam spokojnie. Chodniki przysypała gruba warstwa śniegu, wszędzie było biało, a z nieba przyświecało ciepłe słoneczko. Na przystanku spotkałam Davida, zdążyliśmy się tylko przywitać i podjechał autobus. 
Na boisku wypatrzyłam Jake'a ale stał tyłem i mnie nie zauważył. Na kolejnych przerwach czułam na sobie jego wzrok ale gdy tylko się odwracałam to stał tyłem...nie wiem o co chodzi, żadnej wiadomości ani nic, jak dziecko. Nie mam zamiaru być w takim idiotycznym ,,wymyślonym,, związku... Jeśli do końca dnia się nie odezwie to jutro z samego rana podchodzę i kończę to przedstawienie, a jak idiotka za nim latałam...
Na szczęście mam David'a, który zajmował mnie przez całe przerwy, opowiadał różne śmieszne rzeczy. Taki przyjaciel to prawdziwy skarb i można z nim porozmawiać dosłownie o wszystkim. Lekcje dziś były luźne i leciały szybko, przerwy tak samo:
-A co jest z Sarah, że niema jej w szkole ?.-spytał David.
-Jest chora i ma gorączkę po tym jak wczor...
-...Ej mała !.-podszedł do nas jakiś chłopak, którego widzę pierwszy raz na oczy i myśli, że będzie się unosił i wtrącał bez pytania.
-Czekaj, teraz rozmawiam.-odpowiedziałam mu równie opryskliwie, a David stał jak wmurowany.: No więc ma gorączkę po tym jak wczoraj pojechała w tych odkrytych butach.
-Biedna...ale na własne życzenie z jednej strony.
-Teraz słucham.-zwróciłam się znów do tego dupka.
-Mała, Jake z Tobą zrywa.
-Ahaaam...fajnie..
-Ej !. Ona powiedziała, że fajnie !.-było słychać jego krzyk gdy szedł do swojej grupki, w której był również sam Jake.
-Ash...-David złapał mnie za ramie.
-Daj spokój, to od początku było do dupy...weź pytanie o to w sms'ie, potem cisza. Jak dziecko...już wiem na żywo jaki on jest i wiesz co ?. Przeszło mi, to było zauroczenie, wyidealizowałam go sobie zamiast po prostu poznać i stworzyłam w ten sposób takiego chłopaka, którym on nie jest. Zwykły dupek i ciesze się, że przejrzałam na oczy.
-Radzisz sobie z tym lepiej niż myślałem.
-Dziękuje, David. 
Zadzwonił dzwonek i poszliśmy na ostatnią lekcję, a ja napisałam sms'a do Sarah ,,Ej, podszedł jakiś typek z tekstem, że Jake zemną zrywa...Ale jest ołkej, nic się nie przejęłam i ciesze się, że zobaczyłam jaki to dupek ; ).,,.- ,,Jaki kretyn...niech tylko się przygotuje jak wrócę do szkoły to mnie popamięta za to co Ci zrobił... ; /.,,. ,,Nooł, Sarah !. Daj spokój, na takiego frajera nie warto marnować czasu, ja się z tego ciesze bo dotarło do mnie, że wyidealizowałam go sobie. I z jednej strony zawiniłam bo zrobiłam z niego swój ideał, a tak na prawdę on nim nigdy nie był ; ).,,. Po chwili dostałam odpowiedź- ,,Masz racje i jestem w szoku, że tak dobrze to znosisz ; o. Oby tak daleej ; *. 3-majcie się i do zobaczenia, idę spać ; ).,,. - ,,Dzięki, a Ty zdrowiej ; **.,,. Lekcja polskiego dobiegła końca i wszyscy ruszamy do domu. Szłam z David'em na przystanek, zrobiło się bardzo zimno, a niebo było ciemnoszare.
-Ash...?.-zaczął David.
-Hmmm ?. Co jest ?.
-Jak myślisz, co Sarah chciałaby dostać na święta ?.
-Ja mam zamiar kupić jej zestaw kosmetyków, widziałyśmy go w drogerii i bardzo jej się podobał. Więc, nie wiem...może jakiś mega miś ?.
-Ashley...<śmiech>takiego micha to Ty byś chciała, albo jakiś fajny bajer, a dla Sarah myślałem nad jakimś naszyjnikiem, co Ty na to ?.
-Świetnie !. Na pewno jej się spodoba.-odpowiedziałam.
-Tylko teraz muszę załatwić sobie jakąś robotę...
-Ja już mam, zaczynam od tego weekendu i będę pracowała w sklepie zoologicznym dwie ulice od mojego domu.
-Wszędzie gdzie zwierzęta, tam jesteś Ty<śmiech>.
-Hahahahaha, no kocham je.
-Wiem Ash.
Podjechał autobus i na szczęście było kilka wolnych miejsc, więc mogliśmy usiąść.
-David...?.
-Słucham ?.
-Podoba Ci się Sarah, prawda ?.
-Co ?!. Niee, skąd taki pomysł ?.
-Nie zaprzeczaj, widzę to.
-Ash...Sarah to moja najlepsza przyjaciółka tak jak Ty.
-Wiem to, Ty też jesteś moim najlepszym przyjacielem David, ale przyznaj, że do Sarah czujesz coś więcej.
-Powiedz mi skąd wyciągnęłaś takie wnioski ?.
-No na przykład...wczoraj na wycieczce, na Stadionie kiedy robiłam wam zdjęcie. Trzymałeś ją za rękę, cały czas byłeś przy niej, ciągle na nią patrzałeś i to takim innym wzrokiem, takim nie do opisania...
-Ash...wydaje Ci się, jasne ?.
-Kogo Ty próbujesz okłamać David ?!.
-Nikogo, mówię prawdę.
-Nic jej nie powiem, za to Tobie mogę doradzić jak możesz pokazać jej co czujesz. Nocujemy u siebie i rozmawiamy o różnych rzeczach...na przykład takich jak nasz ideał chłopaka albo co chciałybyśmy dostać na walentynki gdybyśmy kogoś miały i najważniejsze-coś co na pewno Cie zainteresuje...jaki podryw jest dla nas żałosny, a jaki słodki.
-Chętnie posłucham...nie żeby coś...
-Hahahah, wiedziałam !.
-Oj, no dobra...znam ją od zawsze, od małego mieszkamy w jednej kamienicy po przeciwnych stronach, bawiłem się z nią, przyjaźniłem i uważam, że jest na prawdę wspaniałą dziewczyną. Oczywiście Ty też Ash ale rozumiesz...przy niej czuje się jakbym mógł być naprawdę sobą i nie muszę udawać jak przed kumplami, że nic mnie nie rusza.
-Rozumiem David, spokojnie. Mi wystarcza nasza przyjaźń i ciesze się, że czujesz coś więcej do Sarah. Jesteś inny niż wszyscy faceci i wiem, że jej nie zranisz.
-Dzięki ale ona i tak uważa mnie za błazna, który tylko wszystkich rozbawia...
-Więc to zmień.
-Nie potrafię, a ona nie będzie chciała być z ,,dzieckiem,,.
-David, cokolwiek zrobisz musisz wiedzieć, że na starcie masz duże szanse bo znacie się na wylot i ona będzie od razu czuła się przy Tobie bezpiecznie i będzie wiedziała, że może Ci ufać. Fakt, czasem przesadzasz i za bardzo głupiejesz ale ona uwielbia się pośmiać tak samo jak ja. Po prostu trochę to ogranicz.
-Masz racje Ash.
-A widzisz, i nie lepiej jak się wygadałeś ?.
Autobus się zatrzymał, dotarliśmy na miejsce dosyć szybko mimo zaśnieżonych dróg. Wstaliśmy z miejsc i wyszliśmy na zewnątrz. Przeszył nas dreszcz, w autobusie było cieplutko, a tu...niesamowity mróz.
-Wracając do tematu, dużo lepiej. Wielkie dzięki.
-Niema za co David, zawsze możesz na mnie liczyć.
-A Ty na mnie, pamiętaj.
Dotarliśmy do mojej furtki.
-Dziś byłeś dla mnie prawdziwym wsparciem, naprawdę.
-<uśmiech>To miłe. Ok, to ja Cie nie trzymam w taką pogodę bo jeszcze tego brakuje, żebyś też się rozchorowała. Do zobaczenia.
-Paaaa.. 
David poszedł przed siebie do kamienicy, a ja prędko weszłam do domu, żeby się ugrzać.
-Wróciłam !.-krzyknęłam z przedpokoju.
-Dobrze, odgrzej sobie obiad, jest w mikrofali !.-usłyszałam odpowiedź mamy.
Zdjęłam kurtkę, buty i inne zimowe ,,dodatki,,. Weszłam do salonu, a mama oglądała TV.
-A gdzie tata ?.
-Musiał coś załatwić, niedługo będzie. Czemu pytasz ?.
-Tak tylko...idę jeść.
-Smacznego córcia.
-Dzięki.
Na obiad były naleśniki z dżemem i miodem. MniAm ale tylko dżem bo miodu nie lubię. Zjadłam i poszłam do salonu i oglądałam z mamą nasz ulubiony serial ,,Pierwsza Miłość,,. 
-Już jestem !.-doszedł nas głos z przedpokoju.
-Spóźniłeś się na film tato !.-odpowiedziałam.
-Ale w końcu udało mi się załatwić bardzo ważną sprawę, więc było warto.-tata stanął dużych drzwiach salonu.
-Udało Ci się ?!.-ucieszyła się mama.
-Potem Ci opowiem kochanie.
-Ołkeej, to ja idę do siebie.-powiedziałam i wstałam z czerwonej kanapy.
Usiadłam na schodach, żeby słyszeć co takiego tata opowiada mamie ale niestety szeptali i nic nie zrozumiałam. To niema sensu, wstałam i szłam dalej po schodach do swojego pokoju, przez chwile nawet chciałam wejść do biura rodziców, które jest naprzeciwko mojego pokoju żeby sprawdzić co takiego mogło się udać ale drzwi były zamknięte na klucz tak jak ich sypialnia obok. Ale to co się tacie udało i tak mnie pewnie nie dotyczy więc mniejsza z tym. 
Przez okno swojego balkonu zobaczyłam, że znowu pada śnieg ale tym razem słabiej niż wczoraj. Odrobiłam lekcje ale została jeszcze nauka i w końcu muszę poćwiczyć tą kolędę na gitarze. Mimo tylu obowiązków i tak włączyłam komputer i zobaczyłam, że Sarah jest ja Skype. 
Drrr...Drrr
-Cześć Ash !.
-Hej, i jak się czujesz ?.
-Mam gorączkę ale trochę lepiej niż rano...a jak w szkole ?.
-W szkole, poza tym co Ci pisałam o Jake'u to nic specjalnie się nie działo.
-Właśnie !. Jak to było dokładnie ?.
-No stałam z David'em i rozmawialiśmy, już nie pamiętam o czym i przerwał nam jakiś koleś i to chamsko. Uciszyłam go, że ma chwile poczekać bo rozmawiam, a jak już mógł mówić to powiedział, że Jake ze mną zrywa...
-Jaki frajer !. Nie przejmuj się nim, jak zrywa przez pośrednika to nie jest wart żadnej dziewczyny.
-Wiem o tym, nawet się nim nie przejmuje bo i tak od początku ten związek był żartem.
-Dobrze robisz, nie warto. A jak tam David po całym dniu spędzonym z dziewczyną ?.<śmiech>.
-Hahahaha, dobrze. Porozmawialiśmy sobie i bardzo mnie wspierał, jest naprawdę świetnym kumplem.
-Fakt, David jest inny niż reszta chłopaków.
Gdyby ona tylko wiedziała o uczuciach Davida...
-Ołkej, ja kończę bo muszę się pouczyć z tej głupiej fizyki bo jak rodzice się dowiedzą, że grozi mi 2 na semestr to o sylwestrze mogę zapomnieć ; (.
-No dobra, to powodzenia ja idę się położyć. Siemka  ; *.
-No heej ; *.
.........
Minęło półtorej godziny odkąd siedzę na łóżku z nosem w podręczniku i zeszycie od fizyki, a i tak nic nie rozumiem....rodzice mnie zabiją. No trudno, jak nie idzie mi z tym po dobroci to pójdzie podstępem, wystarczy podwójna kartka z marginesem i ołówek, a 3 na pewno będzie.
-Ashley, choć na kolacje !.-zawołała mama z dołu.
-Juuż !.
Zeszłam do kuchni i usiadłam przy stole, na kolacje były ciepłe bułeczki prosto z piekarnika.
-A jest jeszcze jogurt z czarnych porzeczek ?.-zapytałam.
-Nie wiem, musisz zobaczyć mała.
-Tatooo, nie lubię kiedy tak do mnie mówisz.
Otworzyłam lodówkę obitą w nasze żółte meble i wyszło na moje bo jogurt jeszcze był.
-Smacznego.
-Nawzajem.
-Jak tam w szkole po wycieczce kochanie ?.-zapytała mama.
-Rano było ciężko ale potem już dobrze. Mam nadzieje, że nie będziecie mi dziś palić światła prosto w pokój z biura bo chce się wyspać na jutro.
-Ja będę musiał coś sprawdzić ale to nie potrwa długo.-odpowiedział tata.
-Dobra, ja dziękuje. Idę się umyć i jak coś to będę u siebie.-powiedziałam i wyszłam.
Tak to jest, ze praca przenosi się do domu kiedy ojciec jest prezesem rodzinnej firmy, a mama jego sekretarką.

Umyłam się i wróciłam znów na górę.Uwielbiam wieczorami pogrywać na gitarze, to mnie uspokaja. W szlafroku wyszłam na swój balkon i usiadłam na ławeczkę z wikliny i zamiast ćwiczyć jakąś kolędę znalazłam na stoliczku obok niej zeszyt z moimi piosenkami. Znalazłam w środku jedną, którą napisałam niedawno kiedy byłam zakochana w Jake'u:


,,I want start and finish every day with You.
I want wake up every day next to You.
I wans see how You laugh and laugh together with You.
And I want only You, because...I love Your eyes, I love Your smile,
 I love Your face and I love Your hair.
I love when yoy are near, I'm in love...yes I feel.,,

No cóż...było i minęło na szczęście. Teraz mam ochotę napisać coś o tym, że jest totalnym dupkiem...


,,You're a readneck heartbreak
Who's really bad at lying
So watch me strike a match
On all my wasted time
As far as I'm concirned You're
Just another picture to burn,,

Wyszło samo z siebie ale dobra, koniec z rozczulaniem się i jazda z ćwiczeniem kolędy bo nie przeżyje jak zaliczę wtopę na oczach całej szkoły, Silent Night jest piękna więc muszę się postarać.
Wybiła 22 i zrobiło się strasznie zimno, chowam się do środka. Odłożyłam gitarę na stojak i położyłam się na łóżko. Wszędzie było ciemno, nawet w biurze rodziców. Spojrzałam w okno na pokryte śniegiem podwórko sąsiada i zasnęłam.

wtorek, 26 listopada 2013

7.Stolica !.

Bożeee jak tu inaczej i nie wiem czy w sensie pozytywnym czy negatywnym. Ogromne budynki z każdej strony, 5 salonów sukien ślubnych niedaleko siebie i ten ruch tutaj... Coś niesamowitego, pełno reklam, kolorowych bilbordów wielkości solidnego drzewa i bardzo dużo ludzi, a jest dopiero 10:00. ,,Widzisz te sklepy ?!. Oddałabym wszystko za możliwość obejrzenia tych ciuchów w środku, a co dopiero kupna ; D."- Sarah jak zwykle zakręcona w świecie mody ale to dobrze bo jak przeczytałam tego sms'a i spojrzałam przez okno zobaczyłam sklep muzyczny, który oferuje możliwość ozdobienia gitar według własnego uznania. Było by super pokryć gitarę brokatem albo jakimś fajnym wzorem... nie to co u nas-naklejki, które odklejają się po tygodniu i zostawiają ciemny ślad. Stolica oferuje naprawdę dużo atrakcji, a dopiero co tu wjechaliśmy...
Pierwszy przystanek-Stadion Wojska Polskiego:
Szliśmy wąską ścieżką aż do bramy przypominającej zwykłą szarą siatkę mojego sąsiada, zwykły drut spleciony w rąby. Na nas, dziewczynach wrażenie zrobiła tylko wielkość tego boiska bo było naprawdę ogromne ale chłopcy zachwycali się wszystkim, ławkami rezerwowych, trybunami i innymi bajerami. Pan, który nas oprowadzał mówił o nim różne ciekawe dla chłopaków rzeczy jak to jaką ma pojemność i na temat Legii Warszawa. No, a dziewczyny zajmowały się po cichu swoimi sprawami: niektóre rozmawiały miedzy sobą jak ja i Sarah, inne poprawiały makijaż przy kieszonkowym rozkładanym lusterku, a pozostali robili coś w telefonach. Po ,,ciekawych,, opowieściach przewodnika wszyscy poszliśmy na trybuny, a ja wykorzystałam nieuwagę Sarah i David'a i pstryknęłam im zdjęcie:




-Pokaż mi od razu jak wyszło !.-czasem mam wrażenie, że ona wszystko widzi...
-Już idę...zobaczcie.
-Hahahahaha jakie miny !.- odezwali się jednocześnie.
-Wyglądacie jak para zakochanych-nie wmówią mi, że tak nie jest.
-Taaa, jasne...-wiedziałam, że taka będzie jej odpowiedź.
-Mieszkamy na przeciwko siebie w kamienicy, bawiliśmy się razem od takiego malucha, że nawet nie pamiętam jak ją poznałem Ash.-David bardziej wysilił się w odpowiedzi.
-Ja też nie pamiętam, wiesz<śmiech> ?!.
-Proszę zabrać wszystkie swoje rzeczy i udać się do wyjścia !.-rozszedł się ogromnym echem głos nauczycielki.

W autobusie podczas dalszej drogi wszyscy rozmawiali miedzy sobą o wrażeniach ze stadionu. Nagle zobaczyłam, że David wychyla się zza siedzenia przede mną.
-Ash zrobiłaś jeszcze jakieś zdjęcia oprócz tego mojego z Sarah ?.-spytał.
-Tak ale były w ruchu i nawet nie patrzyłam jak wyszły. Wszystko będę sprawdzać jak wrócimy do domu to najwyżej Ci wyśle, ołkej ?.
-,,Ołkej,,-David odpowiedział z uśmiechem i odwrócił się z powrotem.
Jedziemy dalej i mijamy naprawdę ciekawe widoki, wszystko co się tu dzieje jest dla nas nowością-zachowanie tutejszych ludzi, mnóstwo kolorowych reklam, ogromne (bo nawet 12-piętrowe) bloki i jeszcze...,,Bzz Bzz,,- sms od Sarah ,,Bożeee, jakbyśmy miały pójść tu na zakupy to chyba nigdy nieobeszły byśmy tych wszystkich sklepów !. ; O,, - dokładnie i jeszcze...niezliczona ilość sklepów bo odkąd tu wjechaliśmy, na około jest ich pełno. ,,Masz racje, a jak sprawy z Jake'm ?.,,- odpisałam jej po chwili, a ona na to ,,Jeszcze nic, nie wiem co mam mu powiedzieć czy spytać o coś czy co- nic mi nie mówisz !. ; D.,,
Hmmm...,,Bo sama nie wiem, może podpytaj jakoś delikatnie co o mnie sądzi ?. I tak pewnie domyśla się o tym, że mi się podoba wiec nic nie stracę, a chociaż będę wiedziała czy mam jakiekolwiek szanse...W końcu jeśli powie, że mu się nie podobam to nie wyjdę na debilkę i jak zapyta o co chodzi to powiem, że to jakaś bzdura ; p.,,- odpisałam po chwili, a na odpowiedź nie musiałam długo czekać ,,Powiedział, że mu się podobaaaaaasz !!!!!!!!!!!.,, Że co ?!. Zamarłam...popijałam właśnie wodę mineralną, gdy czytałam tego sms'a  i o mało się nie udusiłam. ,,Kłamiesz specjalnie, żeby nie było mi przykro,,- odpisałam od razu jak tylko doszłam do siebie. Autobus stanął.

Drugi przystanek-Centrum Nauki ,,Kopernik,,
Weszliśmy do budynku, zostawiliśmy w szatni nasze kurtki, szale, czapki oraz rękawiczki i czekaliśmy chyba 20 min. na przewodnika, który miał pokazać nam wystawy i gdy przyszedł, wydusił z siebie tylko jedno zdanie:
-Nie wolno nic dotykać.
I tyle...chodziliśmy i oglądaliśmy makiety planet i muszę przyznać, że były wykonane świetnie. Za jedną szybką był mini Układ Słoneczny, a gablotkę dalej ogromna Ziemia, następnie Mars i inne planety pokazane bardzo dokładnie. Po godzinie oglądania tych wszystkich wystaw przeszliśmy do ogromnej sali, w której były typowe kinowe siedzenia ustawione na około niej. Zajęliśmy miejsca i dwóch Panów siedzących u góry za szybą puściło nam film o planetach, opowiadając przy tym różne ciekawostki, a pokaz był niesamowity. Czułam się tak jakbym leciała rakietą i oglądała to wszystko, o wiele lepiej niż w kinach 3D. Po projekcji czuliśmy się jak narąbani, Sarah szła jakby była pijana, a mi kręciło się w głowie i to pewnie dlatego, że wszystko było wyświetlane na suficie i ponad godzinę patrzałam się w górę.
-Jak to się stało, że mu się podobam ?.-spytałam, gdy już opuściliśmy salę projekcyjną.
-Ash...spytałam, co tam u niego i przedstawiłam mu się, on mnie i odpowiedział, że dobrze. Minęła chwila i usłyszałam Twoje imię i zapytałam o co chodzi bo jesteś moją przyjaciółką, on na to, że o nic nie chodzi. Nie uwierzyłam mu i podstępnie spytałam ,,podoba Ci się czy co?.,,, a on ,,nooo,, i tyle.
-Oh,....
-Nie martw się, jeszcze go jakoś docisnę i będę wiedzieć więcej.
 Następnie  zeszliśmy znów do szatni, skąd wzięliśmy swoje rzeczy, nauczyciele podziękowali organizatorom wystaw i projekcji, a po tym wszyscy wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy dalej.

Droga była krótka ale w między czasie mój telefon wibrował 5 razy i był to same strzałki od Jake'a... Nie wiem czy on sobie po prostu żartuje, czy jest szansa na to, że ja się mu również spodobałam. Obejrzałam wszystkie zdjęcia, które zrobiłam dotychczas i wyszły całkiem dobrze. Będę musiała je w domu jakoś ładnie obrobić i oddać wychowawcy, ponieważ zadała nam ,,pracę domową,, podczas wycieczki, a konkretnie opisać atrakcje, jakie tu zobaczyliśmy  i możemy skorzystać z tego co usłyszeliśmy od przewodników. Mam zamiar zrobić plakat z tymi zdjęciami i dodać pod nimi krótkie opisy, tylko problem w tym, że mało co słuchałam tego co mówili tamci ludzie...

Trzeci przystanek-Sejm
O tak...wejście tu sporo nas kosztowało biorąc pod uwagę opinię ludzi na temat polityki w naszym kraju. No więc puki co stoimy na dworze i czekamy, aż ktoś do nas wyjdzie i w między czasie nauczyciele przestrzegli nas, o tym jak mamy się zachowywać.
 Gdy w końcu wyłonił się pewien Pan w czarnym garniturze zabrał nas do środka i zaprowadził schodami w dół do pomieszczenia, w których mieściły się szatnie żebyśmy zostawili tam swoje kurtki i torebki. Szatnia wyglądała normalnie, była tak samo biała ale większa niż nasza zwykła szkolna, poza tym niczym się nie różniła-> ławeczki przy ścianie, na której były przykręcone wieszaki i na środku złączone ławki przedzielone stojakiem z wieszakami= nic niezwykłego. Następnie znów tymi samymi schodami udaliśmy się na górę i przechodziliśmy kolejno przez bramkę, dokładnie taką jaka jest w prawie każdym sklepie przy wyjściu, a do koszyczka stojącego obok niej wkładaliśmy nasze telefony i aparaty, ponieważ robienie tu zdjęć jest surowo zabronione. Zanim poszliśmy dalej Pan w garniturze powiedział nam, żebyśmy nie używali żadnych głupich tekstów typu ,,choć rzucimy bombę,, czy coś w tym stylu bo podobno było takich dwóch co potem tłumaczyli się z takiego głupiego żartu przez 4 godziny na komisariacie...
 Potem szliśmy prosto szarym korytarzem i skręciliśmy w prawo do sali, w której było mnóstwo miękkich krzeseł z niebieskim obiciem, a przed nimi na środku to drewniane coś z mikrofonem na czym wygłasza się przemowy, zajęliśmy swoje miejsca, a ja ze swojego dokładnie mogłam widzieć Jake'a i zauważyłam, ze odwrócił się kilka razy w moją stronę. No więc wracając do tematu...po zajęciu przez nas i nauczycieli miejsc wszedł drugi Pan, który okazał się być jednym z posłów ale bijcie i zabijcie mnie ale za żadne skarby świata nikt z nas oprócz nauczycieli nie zapamiętał jego nazwiska. Był przy sobie, niezbyt wysoki ale bardzo sympatyczny w rozmowie, opowiedział nam jak to kiedyś zobaczył swoje półnagie zdjęcia w gazecie podczas plażowania z głupimi dopiskami, i że pewnie nie doświadczyliśmy czegoś takiego i sława wydaje się być fajna to częściej jednak bywa inaczej i zgadzam się z tym bo niema się wtedy prywatności i cokolwiek by się nie zrobiło to i tak ktokolwiek może pstryknąć fotkę i wstawić do internetu lub sprzedać jakiejś gazecie.
Ja się nawet wstydzę wystąpić na auli podczas występów świątecznych( mam zaśpiewać kolędę i zagrać ją na gitarze, a nawet nie zaczęłam jeszcze ćwiczyć), a co dopiero pomyśleć, że ktoś obcy miałby mi robić zdjęcia jak się bawię z przyjaciółmi, a potem je publikować bez mojej zgody. No ale z drugiej strony sława kosztuje...no nic, zbieramy się i idziemy dalej, a ku naszym oczom ukazują się proste korytarze ale jest ich pełno. Doszliśmy do wielkiej tablicy, którą często można zobaczyć w wiadomościach. Przy wejściu niżej stał ,,strażnik,, ubrany podobnie jak Ci z Anglii co się nie ruszają ale ten był sympatyczny i dał autografy chłopakom.
-Ups, przepraszam.-powiedziałam speszona, bo cofając się niechcący kogoś uderzyłam.
-Spoko<podstępny uśmieszek>-odpowiedział Jake...
No, rzeczywiście spoko...na 100 % już wszystko wie.
-Saraaaah !.-krzyknęłam i pędem wbiegłam po schodach, gdzie akurat stała z Davidem.
-Co Ty się tak drzesz ?!. Pali się gdzieś czy co ?.
-Okres dostałam, wiesz ?.
-...serio pytam <śmiech>
-Jake o wszystkim wie, wpadłam na niego przypadkiem i przeprosiłam, a on powiedział, ze spoko i posłał mi podstępny uśmiech.
-To o niczym nie świadczy Ash, hahah. Ale masz racje, wie o wszystkim.
-A Ty skąd wiesz ?.
-Słyszałam jak znów padło Twoje imię w jego rozmowie z kolegą.
-Noto pięknie...
Wycieczka po sejmie dobiegła końca, podziękowaliśmy posłowi za oprowadzenie nas i szliśmy wąskim korytarzem do schodów i odebraliśmy swoje telefony, aparaty itp. A potem zeszliśmy do szatni po swoje ubrania i wyszliśmy na dwór w poszukiwaniu autobusu.

Było dość zimno jak na ostatnie dni, które jak na listopad były wręcz upalne bo nawet dziś rano nasze twarze ogrzewało ciepłe słoneczko. Miasto było pięknie oświetlone, te reklamy, kolorowe podświetlone wystawy robiły tak ogromne wrażenie jakbyśmy byli co najmniej w jakimś zagranicznym filmie.
-Ostatni raz ubrałam te buty !.
-Sarah, hahahah tylko Ty jesteś taka zdolna, żeby o tej porze roku zakładać buty z odkrytymi palcami i piętami.
-Botki zepsuły mi się wczoraj po szkole jak wracałam z Davidem, żeby spakować się do Ciebie na nockę...wygłupialiśmy się i zahaczyłam o krawężnik, a dalej sama sobie dopowiedz...a Ty nosisz mniejszy rozmiar niż ja więc pożyczka nie wchodziła w grę.
-Kozaki ?.-odpowiedziałam.
-Pojutrze dopiero nowa kolekcja !.
-Ty i ten twój popęd na modę<śmiech>.
-Hahahahaha, styliści przy niej wymiękają, pamiętam jak w przedszkolu owinęła sobie głowę papierem toaletowym i wmawiała, że to najmodniejsza czapka !.-wtrącił się David.
-Hahahahahahahaha....
Doszliśmy do autobusu, zajęliśmy swoje miejsca i teraz czeka nas dłuuuga droga do domu. Mimo wszystko i nie wiem czemu uwielbiam jechać jak jest ciemno, po prostu uwielbiam, oświetlone miasta, ciemne autostrady, piękne niebo...jest w tym coś niezwykłego, choć iść na pieszo ciemnymi wieczorami panicznie się boje. Zatrzymaliśmy się w KFC na coś ciepłego do zjedzenia, dostałam skrzydełka z bardzo ostrym sosem, którego nie dałam rady zjeść i oddałam go David'owi, a on uwielbia ostre rzeczy. Po posiłku wróciliśmy do autobusu i pojechaliśmy dalej, czekało nas jeszcze jakieś 40 min, nim dojedziemy. Dosiadła się do mnie Lilly, która jest niebrzydką dziewczyną ale za to jest strasznie zagubiona, trochę przymulona i.... ,,pusta,,- dosłownie, chodziłam z nią do przedszkola, Pani zawsze na nią krzyczała, że jedyna nie rozumie dodawania, byłyśmy razem tez w klasie w podstawówce i gimnazjum i zabijcie mnie ale jak można do liceum przyjąć kogoś kto miał same dwójki na świadectwie ?. Zresztą...teraz nie jest lepiej, jest zagrożona z 9 przedmiotów i nie wiem jak ona to poprawi. Zawsze była odsunięta i wyśmiewana, a ja jakoś nie mam nic do niej, a co więcej współczuje jej i chciałabym jej pomóc ale gdy pytam grzecznie ,,co tam,, i wgl. to ona odpowiada opryskliwie ,,dobrze, a jak inaczej może u mnie być ?.,,. Zachowuje się jak jakaś gwiazdeczka, którą nie jest bo na logikę- jak ktoś jest lubiany to raczej z tego kogoś nikt nie szydzi, a z niej wszyscy z wyjątkiem mnie, ja siedzę cicho. Teraz też spróbowałam nawiązać kontakt ale zarzuciła tylko ręką włosy i patrzała w okno. No cóż...nic na siłę i na całe szczęście już nie jesteśmy razem w klasie. ,,On pyta czy chcesz z nim chodzić, na odpowiedź masz 10 min. !. ; ),, -napisała Sarah w sms'ie a ja zamarłam i usłyszałam odliczanie od 10 w dół. Odwróciłam się i krzyknęłam:
-10 minut, a sekund to różnica !.
Mimo to odpisałam ,,Jeśli mu się podobam to TAAK ! ; 3,, na odpowiedź nie czekałam długo ,,noto jesteście parą, gratulacje !.,, i odebrałam również strzałkę od Jake'a. Tylko jeden problem...nie mamy 5 lat, żeby pytać się o bycie ze sobą przez kogoś i to smsem !. Coś mi tu nie pasuje...,,Sarah...czy to na pewno nie jest jakiś żart ?. Pytanie kogoś o bycie ze sobą przez kogoś i to smsem ?.,, -,,Może to dziwne, a może on jest nieśmiały...,,. Sama już nie wiem, a może osobiście napisze do niego ?. Hmmm...raz się żyje ,,My na prawdę ze sobą jesteśmy czy to jakiś żart ?. ; p.,, odpowiedź przyszła po chwili ,,Nie, na prawdę jesteś moją dziewczyną ; ),,. No dobra, to dziwne ale ciesze się nieziemsko !. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Kopnęłam w siedzenie Davida i pokazałam mu ostatniego sms'a, a on powiedział, że mam uważać... Zobaczymy jak to wszystko dalej się potoczy... ,,Spójrz przez okno !.,,- napisała Sarah. Wiec patrze, a tam....pierwszy śnieg !. Akurat tego niesamowitego dla mnie, listopadowego wieczoru pada pierwszy śnieg.
Autobus zatrzymał się pod szkołą, skąd mój tata odebrał mnie, Sarah i Davida. Kiedy wysiedliśmy pod moim domem tata poszedł wstawić samochód do garażu, a my rozmawialiśmy jeszcze chwile przed furtką:
-Jak to się stało ?. Z tym sms'em ?.-spytałam.
-Normalnie, on mówił, że wstydzi się z Tobą pogadać ale bardzo by chciał. Spytałam czy napisać ze swojego telefonu, on na to, że tak.
-A coś jeszcze mówił ?.
-Nie, wyśmiał mnie i moje buty, uderzyłam go w ramie ale nie oddał.
-Ja tam nie przepadam za tym typem...niby nic mi nie zrobił ale coś mi nie pasuje.-wtrącił się David.
-Ashley, choć już !.-zawołała moja mama.
-My też idziemy, podziękuj jeszcze raz tacie za odwiezienie. I nic się nie martw.
-Dziękuję Sara, dobranoc wam.
-Dobranoc !.-odpowiedzieli jednocześnie.
Weszłam do domu i kiedy rodzice pytali o wycieczkę, zatkało mnie i wszystko wyleciało mi z głowy...usiłowałam sobie przypomnieć coś poza ostatnimi sms'ami i z trudem mi się udało. Opowiedziałam ogólnie i poszłam do łazienki, a potem na górę do swojego pokoju, leżąc na łóżku spojrzałam przez okno balkonowe na padający śnieg i poszłam spać. 

niedziela, 27 października 2013

6.Droga.

Dojechaliśmy na czas. Przy autobusie stała policja i jak zwykle sprawdzali cały pojazd i trzeźwość kierowcy. Ja pożegnałam się z tatą i razem z Sarah poszłyśmy ustawić się do naszej klasy. Staliśmy tak wszyscy w mrozie przez jakieś 15 min. i potem wszystkie trzy klasy wysłuchiwały swoich wychowawców. Nie wiem czy dokładnie mówili to samo, ale nasza wychowawczyni mówiła tak:
-Moi drodzy, mam nadzieję, że będziecie się odpowiednio zachowywać podczas całej wycieczki, a w szczególności podczas zwiedzania wyznaczonych obiektów. Za niewłaściwe zachowanie będę karać po powrocie uwagami oraz zakazami wyjazdu na inne wycieczki. To ostatnie dotyczy karygodnego zachowania...


Wszyscy wsiedli do autobusu i ruszyliśmy w drogę. Jak to zawsze bywa największa zabawa=jazda autobusem. Wygłupialiśmy się i śpiewaliśmy do piosenek, które akurat leciały w radio. Siedziałam dwa rzędy przed Jake'iem razem, a Sarah siedziała na samym końcu z innymi dziewczynami, żeby wylookać czy Jake się na mnie spogląda bo widok miała niesamowity , siedział sam w przedostatnim rzędzie. A podczas przerwy na stacji benzynowej rozmawiałyśmy o tym co się działo na końcu autobusu i po środku.

-No więc tak...-zaczęła Sarah.
-Nooo...?.
-Spoglądał się na Ciebie i mam wrażenie, że on wie...
-Miałam cichą nadzieje, że jednak nie wie no ale to było do przewidzenia.-zrobiłam skwaszoną minę.
-Tak to już jest w każdej szkole, wystarczyło, że rozmawiałyśmy o nim na przerwie. Ktoś to usłyszał i powtórzył następnej osobie i tak łańcuszek się powiększał, aż doszło do niego.
-Pozostało mi teraz tylko trzymać kciuki na happy end.
-Będę je trzymać razem z Tobą.-przynajmniej próbowała mnie pocieszyć.
-Dziewczyny...-odwróciłyśmy się i zobaczyłyśmy, ze to David.
-Ty ?!.-wkurzona Sarah= lepiej nie mówić bo akurat w tym jesteśmy identyczne ; D.
-Czekaj, posłuchajmy go!.- mówiłam aby ją uspokoić.
-Przepraszam was. Sorry za tamto, byłem taki wkurzony, że nie myślałem nawet o tym co gadam.
-To nie zmienia faktu, że mogłeś odezwać się prędzej!.-Sarah chyba nic nie uspokoi.
-Masz rację, ale nie wiedziałem jak mam zacząć, jesteście dla mnie ważne i nie chce żeby moja głupota spieprzyła to co razem przeżyliśmy.
-Dobra..., ja też nie chce żeby twoja głupota to wszystko spieprzyła. A ty Ash ?.
-Hahahaha, czyli zgoda?.-dobrze,że David nie przejął się słowami Sarah.
-Zgoda!.-odpowiedziałyśmy zgodnie. I w końcu po raz pierwszy od tylu dni przytuliliśmy się wszyscy razem. A to oznaczało tylko początek udanej wycieczki...

-Proszę wsiadać!.-słychać było głos jednej z nauczycielek. Po raz kolejny została sprawdzona obecność i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Krajobraz zza okna był niesamowity, mroźny bez śniegowy dzień. Wyobraźcie to sobie...trawa jeszcze była zielona, a żółte,czerwone i zielone liście przez podmuchy wiatru tańczyły na niej. Słońce było złote a jego promienie ogrzewały nasze twarze przez szybę.
Droga się dłuży, ale przebiega spokojnie. Nagle usłyszałam swoje imię z końca autobusu, odwróciłam się i moim oczom ukazał się Jake.
-Co jest ?.-pytam onieśmielona.
-Dasz mi w końcu ten numer ?.
-Niee !.
Dobra...wiem, znowu nawaliłam ale nie będę przecież krzyczeć tych cyferek na głos przez pół autobusu. Ten jego ton...jakby się naśmiewał z mojego zauroczenia swoją osobą. Nie wiem co mam myśleć... Sms od Sarah: ,,Co Ty znowu robisz dziewczyno ?!. ; O." odpisałam oczywiście, że nie będę się darła przez pół autobusu na co ona odpisała ,,W sumie racja, powodzenia dalej ; p.". Tsaa... dzięki, dzięki ale tu nie tylko powodzenia mi potrzeba.
Nie musiałam długo czekać na dźwięk telefonu, a właściwie wibracje bo ku moim oczom pojawiło się nieodebrane połączenie od jakiegoś numeru. Spojrzałam znacząco na Sarah, a ona kiwnęła przytakująco głową. Wiec mam numer Jake'a, a on ma mój... Oj, niedobrze mi i nie wiem czy to z nerwów czy po prostu mam chorobę lokomocyjną, o której nie wiedziałam przez 16 lat mojego życia-muszę się uspokoić.
Przy kolejnym przystanku na stacji benzynowej, która okazała się całkiem czysta złapałam Jake'a i pokazując telefon spytałam czy to jego numer, który już miałam zapisany jako jego, a on patrząc w ekran powiedział ,,Tak, ja jestem Jake,, i poszedł dalej.
-Mam się teraz śmiać czy jak ?.-zapytałam Sarah po tym jak opowiedziałam jej całe zajście.
-Hahahahaha, no chociaż jest zabawny.
-Mam głupie wrażenie, ze robi to z ironią, tak jakby nabijał się z tego co obie przypuszczamy, że wie...
-Na 100% tego nie wiesz, więc jeszcze się nie zamartwiaj.
-No dobra, ale skąd on ma mój numer, wiesz coś o tym ?.
-No więc tak...
Wszyscy zajęli ponownie swoje miejsca i ruszyliśmy w dalszą drogę. Jechaliśmy około 30 min i naszym oczom ukazał się pomnik nagiej syreny z mieczem i tarczą...











Witam ponownie kochani !. ; ). Wybaczcie mi długą nieobecność ale dużo się u mnie działo i totalnie zaniedbałam tego bloga mimo obietnicy, że będę się starać ; (. Teraz naprawdę ostateczna poprawa i pisanie rusza pełną parą, mam nadzieje, że będzie się wam podobało ; ). Proszę o komentarze i oddawanie głosów w ankiecie. Miłego czytania !. ; ***.