wtorek, 17 grudnia 2013

9.Wielki dzień.

No i mamy grudzień, śniegu po kolana, wszędzie świąteczne lampki i ozdoby. W sklepach regały wypełnione bombkami, łańcuszkami i innymi świątecznymi dodatkami. Wigilia już w następnym tygodniu, mikołajki już za nami i jak zwykle przyjechała moja babka w krótkich siwych lokach, gruba, wszystko wiedząca (nienawidzę jej) i jak zwykle faworyzowała moją młodszą kuzynkę, która mieszka koło niej na jednym podwórku...moi rodzice też tego nie lubią. To ja się staram, opowiadam, że dostałam 5 z polskiego, a ona ,,O taak, Valerie też, miała trudny sprawdzian,,. Wrrrr...jak słyszę takie teksty, a słyszę coś podobnego za każdym razem kiedy ją widzę... no ale chociaż dostałam trochę kasy co było jedynym plusem jej wizyty. Valerie natomiast to rozpieszczona małolata, która sobie pozwala na więcej niż może, np kto to widział, żeby dziewczynka młodsza ode mnie o dwa lata miała 90 godz wagarów w drugiej klasie gimnazjum i na dodatek usprawiedliwiała sobie je sama w dzienniku przy tępym nauczycielu ?!. No ludzie !. Na dodatek jest stałą bywalczynią na dyskotekach, maluje się mocniej ode mnie, jest mega sztuczna i zawsze musi być najlepsza. Ja nauczyłam się grać na gitarze, ona zapisała się na kurs żeby grać lepiej ale to zbyt skomplikowane dla takiego bezmózga więc po trzech zajęciach odpuściła. Gdzieś powinnam mieć jej głupi dziób...o mam:


Daruje sobie dalsze komentarze...
Dziś wielki dzień bo występuje w prezentacji świątecznej, przez ostatnie kilka tygodni co wieczór ćwiczyłam Silent Night i trzymam kciuki, żeby dobrze wyszło. Rano z nerwów nic nie zjadłam tylko wypiłam kakao. Na przystanek autobus podjechał punktualnie i wszystko jak dotychczas układa się dobrze, nawet gitara za bardzo nie przeszkadzała podczas jazdy.Po dotarciu do szkoły poleciałam odłożyć ją na aule, a po tym na normalne lekcje bo apel zaczynał się na czwartej godzinie. 

Mamy teraz biologie, a po niej idziemy na aule szkolną i zacznie się przedstawienie.
-Ash, wszystko dobrze ?.-zapytała troskliwie Sarah.
-Tak, ołkej. Boje się tylko tego występu.
-Nie martw się, świetnie grasz. O Twoim głosie nawet nie wspomnę...
-Dasz rade !.-dodał David.
-A właśnie, Ash pamiętasz tego kolesia, który wpadł na Ciebie na schodach w tamtym tygodniu?.
-No tak, a co Ty znowu Sarah planujesz ?.
-Nic, wydawał się bardzo miły.
-Nie mam ochoty na kolejne swatanie...
-Ale jest ładny<śmiech>
-No dobra...jest ładny<śmiech>, mało tego coś o nim słyszałam.
-Gadaj !.
-To ja idę do Troy'a jak macie plotkować na babskie tematy.-przerwał nam David.
-Jak skończymy to Cie zawołamy David<śmiech>.-dodała Sarah.:-No opowiadaj Ash.
-Chłopak Vanessy, John to jego kumpel i mój kolega, znamy się bo jego mama pracuje w sklepie Zoologicznym gdzie dorabiam sobie w weekendy na święta i on często jej pomaga. Gadaliśmy kilka razy i ostatnio powiedział mi, że rozmawiał z tym chłopakiem o mnie ale mówił, że nie opisywał mnie konkretnie z wyglądu. Rozmawiali sobie o dziewczynach, nagle tamten zaczął, że wszystkie są takie same i zdradzają i wgl., a John, że zna taką jedną, która jest bardzo miła i właśnie nie należy do tych pustaków. A ten koleś w odpowiedzi podsumował ,,takiej dziewczyny to ze świecą szukać,,.
-O bożeee, to takie słodkie z jego strony !.
-No miło usłyszeć coś takiego ale wiesz...
-A ten John chodzi do nas do szkoły ?.
-Nie, do zawodówki. A co ?.
-Tak pytam bo jeśli obaj chodziliby tutaj to miałabyś łatwiej podejść i zagadać czy coś...
-Nie, przestań. Ja się już nie zakocham i kropka.
-Jak wolisz Ash.
Drrrrrr
-Lece, na przerwie muszę już być gotowa za kurtyną.
-Powodzenia !.
Poszłam po schodach na najwyższe piętro gdzie mieściła się ogromna, pięknie ozdobiona aula. Przy suficie miała gipsowe wyrzeźbienia, przy oknach stały wysokie kolumny z wyrzeźbionymi aniołkami. Cała aula była naprawdę bardzo okazała, a tym razem jeszcze zawisły wszędzie świąteczne ozdoby, na scenie nawet stoi pięknie ustrojona choinka. 
Dzwonek zadzwonił ponownie, tym razem informując zakończenie przerwy. Chwyciłam za gitarę i usiadłam na okrągłym krzesełku przed stojakiem z dwoma mikrofonami. Słyszałam szumy i rozmowy. Aula się zapełniała i zaraz miałam wystąpić przed całą szkołą... No cóż...nie gram od wczoraj, skupie się i wyjdzie dobrze. Kurtyna zaczęła się podnosić zobaczyłam, że wszystkie miejsca są zajęte, chwyciłam kostkę i poruszyłam pierwszą struną.
[Chciałam dodać piosenkę, żebyście mogli posłuchać ale się nie udało w żaden sposób. Wybaczcie ; (.]
<brawa>
Zeszłam ze sceny i usiadłam na krzesełku obok Sarah i David'a, cała zarumieniona-dałam rade, zaśpiewałam i zagrałam bez fałszu. To niesamowite, udało mi się !. 
-Super, a tak się martwiłaś !.-zaczęła Sarah.
-Dzięki ale niewierze, że mi się udało.
-To uwierz !.
-Cała się trzęsłam, boże.
-Ale wyszło pięknie.
-Ćwiczyłam codziennie wieczorem od powrotu z wycieczki.
-Wiedziałem, że Ci się uda, gratulacje !.-wtrącił David.
-Dziękuje, jeszcze nie dociera do mnie co się dzieje .
-Jaka stremowana<śmiech> już po wszystkim, spokojnie.
-Wiem Sarah, uf...
Na scenę wszedł dyrektor, życzył nam wszystkim zgromadzonym wesołych świąt i wesołego sylwestra. Kiedy skończył wszyscy opuściliśmy aule.
-Ash, choć na bok.-Sarah pociągnęła mnie od razu jak tylko przekroczyłam drzwi.
-Dobra, znowu babska pogaducha...to ja idę do chłopaków.
My również odeszłyśmy na tyle daleko, żeby nikt nas nie usłyszał.
-Ash...ja nie mogę z tym zwlekać dłużej...
-Co się stało ?.-spytałam wystraszona.
-Kiedy śpiewałaś...David zapytał czy chce z nim być.
-Co ?!. Naprawdę ?!.
-Tak.
-No i co dalej, opowiadaj !.
-Zgodziłam się, znam go od dziecka i wiem, że jest inny niż pozostali. Ufam mu, zawsze mnie wspierał i jest przystojny.
-Świetnie !. Bardzo się cieszę, szczęścia wam życzę i mam nadzieje, że między nami wszystko zostanie bez zmian.
-No pewnie !.
Nauczycielka wygoniła nas na boisko, reszta lekcji minęła dobrze i pozostał nam tylko WF. Ja nie ćwiczyłam bo jestem przeziębiona i siedziałam na ławce i patrzałam na grę dziewczyn. Oprócz mnie nie ćwiczyła jeszcze Karina, która dosiadła się do mnie.
-Hej, pamiętasz mnie wgl?.
-Hej, no z gimnazjum coś mi świta ale nie pamiętam dokładnie...<śmiech>.-odrzekłam.
-No była jedna sprzeczka z Twoją koleżanką i siedziałaś sama na ławce. Podeszłam do Ciebie wtedy z moją przyjaciółką, Giną.
-Tak !. Już pamiętam, nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze się tak zgadamy.
-No ja też ale w sumie dobrze wyszło.
-Dokładnie, dziękuje Ci jeszcze raz naprawdę. Gdyby nie wy to załamałabym się.
-Nie no spoko.-uśmiechnęła się Karina.
Ostatnia lekcja akurat się skończyła ale w drodze do szatni jeszcze obgadywałyśmy naszych byłych nauczycieli.
W drodze na przystanek para gołąbeczków szła za rączki i wesoło gruchała, a ja szłam obok i żadne z nich się do mnie nawet nie odezwało...A Sarah obiecała mi, że między nami nic się nie zmieni, a tu od razu jestem odtrącona...
Przy mojej furtce na szczęście otworzyli oczy żeby się ze mną pożegnać i życzyć wesołych świąt.
Próbowałam wejść ale znów była zamknięta. Moi rodzice coś knują już od miesiąca, a ja nie mam nawet pomysłu o co może chodzić. Wyjęłam z torby klucze i weszłam do środka, rozebrałam się i ubrałam od razu legginsy i luźna przedłużaną koszulkę. Na szczęście już wolne, teraz czeka mnie tylko pomoc mamie w sprzątaniu i gotowaniu na święta. Lepsze to niż męczenie się w szkole...A puki ich niema to odgrzeje sobie obiad i pooglądam TV.
...
Rodzice wrócili około 19:00, ja w tym czasie przeglądałam Facebooka i przygrywałam na gitarze. A teraz nie myślę o niczym innym jak tylko zasnąć po tym ciężkim dniu.






Witam kochani, widzę coraz większą oglądalność i jestem ogromnie zadowolona ; ). Dziękuje wam bardzo ; *. Mimo, że tutaj niema jeszcze świąt nie zmienia to faktu, że zbliżają się one wielkimi krokami i kolejny post (świąteczny) pojawi się dopiero po 24 grudnia bo czeka mnie pomoc w przygotowaniu Wigilii. 
Jeszcze raz dziękuje wam za oglądalność i komentarze, oddawajcie również głosy w ankiecie <---po lewej stornie ; ). 
Życzę wam wszystkim wesołych i spokojnych świąt, żeby wszystkie wasze marzenia się spełniły, dużo prezentów pod choinką i abyście mogli o północy porozmawiać ze swoimi pupilami gdy przemówią ludzkim głosem ; ) ; ***. Pozdrawiam gorąco ; ****.

wtorek, 10 grudnia 2013

8.To tylko sen...

Ledwo wstałam z łózka...mogliby nam chociaż przesunąć lekcje na późniejszą godzinę po wycieczce ale niestety mam na 8:00. Nie wierze w to co wydarzyło się wczorajszego wieczoru, JA jestem z NIM !. To niewiarygodne...oby tylko miał odwagę odezwać się dziś w szkole. Ale nie dowiem się tego, jeśli będę tak tkwić na balkonie w szlafroku, a na dodatek zachoruję. Zeszłam więc do łazienki, a potem znów do swojego pokoju, wybrałam najładniejsze moim zdaniem ubranie i zrobiłam perfekcyjny znów tylko moim zdaniem lekki makijaż, uczesałam włosy. Przejrzałam się jeszcze kilka razy w lustrze swojej szafy i usłyszałam telefon...podeszłam do biurka z nadzieją, że to Jake ale okazało się, że to Sarah ,,Hej ; ). Te buty mnie wykończyły...mam 38,3 stopnie gorączki i nie będzie mnie dziś w sql ; (.,,. Noto pięknie, odpisałam jej szybko ,,a wejdziesz na moment na Gadu ?. ; p.,,- ,,Spoko ; p.,,. Podeszłam szybko do biurka i włączyłam laptop, otworzyłam Gadu-Gadu i zalogowałam się. Zobaczyłam żółte słoneczko i napisałam:
-Znowu hej ; ).
-No, co jest  Ash ?. Wybacz ale nie mam siły siedzieć przy kompie...
-Rozumiem, ale mam do Ciebie ogromną prośbę ^ ^.
-Nom ?.
-Zrobię sobie fotkę w stroju, w którym mam zamiar iść dziś do szkoły i mojego dzisiejszego makijażu, a Ty ocenisz jak wyglądam, ołkej ?. ; )
-Na pewno wyglądasz świetnie, tylko po to ściągałaś mnie z łóżka ?. ; D.
-No proooszę ; *.
-Dobra, dawaj te zdjęcia ; D.
-...
To strój.


A to make-up ; D.

-Co do makijażu nie mam zarzutów ale strój...
-Coś nie tak ?. ; o.
-Koszulka na ramiączka w listopadzie ?. ; D.
-Aaaaa, nooł na to mam bolerko ale zapomniałam ubrać ; D.
-A to dobrze, już się bałam ; D. W takim razie wszystko wygląda świetnie ; ).
-Na pewno ?. 
-Taaaak !. ; p.
-Dzięki Sarah ; *.
-Spoko, dawaj mi znać jak coś ; p. A teraz wybacz ale niedobrze mi i chyba polecę do łazienki...3-maj się pa ; *.
-Zdrowiej, siemka ; *.

No dobra, oby było dobrze. Wyłączyłam komputer, spakowałam się i zeszłam na śniadanie, a po nim szybko założyłam kozaki na koturnie, kurtkę, komin i rękawiczki. Miałam dużo czasu do przyjazdu autobusu wiec szłam spokojnie. Chodniki przysypała gruba warstwa śniegu, wszędzie było biało, a z nieba przyświecało ciepłe słoneczko. Na przystanku spotkałam Davida, zdążyliśmy się tylko przywitać i podjechał autobus. 
Na boisku wypatrzyłam Jake'a ale stał tyłem i mnie nie zauważył. Na kolejnych przerwach czułam na sobie jego wzrok ale gdy tylko się odwracałam to stał tyłem...nie wiem o co chodzi, żadnej wiadomości ani nic, jak dziecko. Nie mam zamiaru być w takim idiotycznym ,,wymyślonym,, związku... Jeśli do końca dnia się nie odezwie to jutro z samego rana podchodzę i kończę to przedstawienie, a jak idiotka za nim latałam...
Na szczęście mam David'a, który zajmował mnie przez całe przerwy, opowiadał różne śmieszne rzeczy. Taki przyjaciel to prawdziwy skarb i można z nim porozmawiać dosłownie o wszystkim. Lekcje dziś były luźne i leciały szybko, przerwy tak samo:
-A co jest z Sarah, że niema jej w szkole ?.-spytał David.
-Jest chora i ma gorączkę po tym jak wczor...
-...Ej mała !.-podszedł do nas jakiś chłopak, którego widzę pierwszy raz na oczy i myśli, że będzie się unosił i wtrącał bez pytania.
-Czekaj, teraz rozmawiam.-odpowiedziałam mu równie opryskliwie, a David stał jak wmurowany.: No więc ma gorączkę po tym jak wczoraj pojechała w tych odkrytych butach.
-Biedna...ale na własne życzenie z jednej strony.
-Teraz słucham.-zwróciłam się znów do tego dupka.
-Mała, Jake z Tobą zrywa.
-Ahaaam...fajnie..
-Ej !. Ona powiedziała, że fajnie !.-było słychać jego krzyk gdy szedł do swojej grupki, w której był również sam Jake.
-Ash...-David złapał mnie za ramie.
-Daj spokój, to od początku było do dupy...weź pytanie o to w sms'ie, potem cisza. Jak dziecko...już wiem na żywo jaki on jest i wiesz co ?. Przeszło mi, to było zauroczenie, wyidealizowałam go sobie zamiast po prostu poznać i stworzyłam w ten sposób takiego chłopaka, którym on nie jest. Zwykły dupek i ciesze się, że przejrzałam na oczy.
-Radzisz sobie z tym lepiej niż myślałem.
-Dziękuje, David. 
Zadzwonił dzwonek i poszliśmy na ostatnią lekcję, a ja napisałam sms'a do Sarah ,,Ej, podszedł jakiś typek z tekstem, że Jake zemną zrywa...Ale jest ołkej, nic się nie przejęłam i ciesze się, że zobaczyłam jaki to dupek ; ).,,.- ,,Jaki kretyn...niech tylko się przygotuje jak wrócę do szkoły to mnie popamięta za to co Ci zrobił... ; /.,,. ,,Nooł, Sarah !. Daj spokój, na takiego frajera nie warto marnować czasu, ja się z tego ciesze bo dotarło do mnie, że wyidealizowałam go sobie. I z jednej strony zawiniłam bo zrobiłam z niego swój ideał, a tak na prawdę on nim nigdy nie był ; ).,,. Po chwili dostałam odpowiedź- ,,Masz racje i jestem w szoku, że tak dobrze to znosisz ; o. Oby tak daleej ; *. 3-majcie się i do zobaczenia, idę spać ; ).,,. - ,,Dzięki, a Ty zdrowiej ; **.,,. Lekcja polskiego dobiegła końca i wszyscy ruszamy do domu. Szłam z David'em na przystanek, zrobiło się bardzo zimno, a niebo było ciemnoszare.
-Ash...?.-zaczął David.
-Hmmm ?. Co jest ?.
-Jak myślisz, co Sarah chciałaby dostać na święta ?.
-Ja mam zamiar kupić jej zestaw kosmetyków, widziałyśmy go w drogerii i bardzo jej się podobał. Więc, nie wiem...może jakiś mega miś ?.
-Ashley...<śmiech>takiego micha to Ty byś chciała, albo jakiś fajny bajer, a dla Sarah myślałem nad jakimś naszyjnikiem, co Ty na to ?.
-Świetnie !. Na pewno jej się spodoba.-odpowiedziałam.
-Tylko teraz muszę załatwić sobie jakąś robotę...
-Ja już mam, zaczynam od tego weekendu i będę pracowała w sklepie zoologicznym dwie ulice od mojego domu.
-Wszędzie gdzie zwierzęta, tam jesteś Ty<śmiech>.
-Hahahahaha, no kocham je.
-Wiem Ash.
Podjechał autobus i na szczęście było kilka wolnych miejsc, więc mogliśmy usiąść.
-David...?.
-Słucham ?.
-Podoba Ci się Sarah, prawda ?.
-Co ?!. Niee, skąd taki pomysł ?.
-Nie zaprzeczaj, widzę to.
-Ash...Sarah to moja najlepsza przyjaciółka tak jak Ty.
-Wiem to, Ty też jesteś moim najlepszym przyjacielem David, ale przyznaj, że do Sarah czujesz coś więcej.
-Powiedz mi skąd wyciągnęłaś takie wnioski ?.
-No na przykład...wczoraj na wycieczce, na Stadionie kiedy robiłam wam zdjęcie. Trzymałeś ją za rękę, cały czas byłeś przy niej, ciągle na nią patrzałeś i to takim innym wzrokiem, takim nie do opisania...
-Ash...wydaje Ci się, jasne ?.
-Kogo Ty próbujesz okłamać David ?!.
-Nikogo, mówię prawdę.
-Nic jej nie powiem, za to Tobie mogę doradzić jak możesz pokazać jej co czujesz. Nocujemy u siebie i rozmawiamy o różnych rzeczach...na przykład takich jak nasz ideał chłopaka albo co chciałybyśmy dostać na walentynki gdybyśmy kogoś miały i najważniejsze-coś co na pewno Cie zainteresuje...jaki podryw jest dla nas żałosny, a jaki słodki.
-Chętnie posłucham...nie żeby coś...
-Hahahah, wiedziałam !.
-Oj, no dobra...znam ją od zawsze, od małego mieszkamy w jednej kamienicy po przeciwnych stronach, bawiłem się z nią, przyjaźniłem i uważam, że jest na prawdę wspaniałą dziewczyną. Oczywiście Ty też Ash ale rozumiesz...przy niej czuje się jakbym mógł być naprawdę sobą i nie muszę udawać jak przed kumplami, że nic mnie nie rusza.
-Rozumiem David, spokojnie. Mi wystarcza nasza przyjaźń i ciesze się, że czujesz coś więcej do Sarah. Jesteś inny niż wszyscy faceci i wiem, że jej nie zranisz.
-Dzięki ale ona i tak uważa mnie za błazna, który tylko wszystkich rozbawia...
-Więc to zmień.
-Nie potrafię, a ona nie będzie chciała być z ,,dzieckiem,,.
-David, cokolwiek zrobisz musisz wiedzieć, że na starcie masz duże szanse bo znacie się na wylot i ona będzie od razu czuła się przy Tobie bezpiecznie i będzie wiedziała, że może Ci ufać. Fakt, czasem przesadzasz i za bardzo głupiejesz ale ona uwielbia się pośmiać tak samo jak ja. Po prostu trochę to ogranicz.
-Masz racje Ash.
-A widzisz, i nie lepiej jak się wygadałeś ?.
Autobus się zatrzymał, dotarliśmy na miejsce dosyć szybko mimo zaśnieżonych dróg. Wstaliśmy z miejsc i wyszliśmy na zewnątrz. Przeszył nas dreszcz, w autobusie było cieplutko, a tu...niesamowity mróz.
-Wracając do tematu, dużo lepiej. Wielkie dzięki.
-Niema za co David, zawsze możesz na mnie liczyć.
-A Ty na mnie, pamiętaj.
Dotarliśmy do mojej furtki.
-Dziś byłeś dla mnie prawdziwym wsparciem, naprawdę.
-<uśmiech>To miłe. Ok, to ja Cie nie trzymam w taką pogodę bo jeszcze tego brakuje, żebyś też się rozchorowała. Do zobaczenia.
-Paaaa.. 
David poszedł przed siebie do kamienicy, a ja prędko weszłam do domu, żeby się ugrzać.
-Wróciłam !.-krzyknęłam z przedpokoju.
-Dobrze, odgrzej sobie obiad, jest w mikrofali !.-usłyszałam odpowiedź mamy.
Zdjęłam kurtkę, buty i inne zimowe ,,dodatki,,. Weszłam do salonu, a mama oglądała TV.
-A gdzie tata ?.
-Musiał coś załatwić, niedługo będzie. Czemu pytasz ?.
-Tak tylko...idę jeść.
-Smacznego córcia.
-Dzięki.
Na obiad były naleśniki z dżemem i miodem. MniAm ale tylko dżem bo miodu nie lubię. Zjadłam i poszłam do salonu i oglądałam z mamą nasz ulubiony serial ,,Pierwsza Miłość,,. 
-Już jestem !.-doszedł nas głos z przedpokoju.
-Spóźniłeś się na film tato !.-odpowiedziałam.
-Ale w końcu udało mi się załatwić bardzo ważną sprawę, więc było warto.-tata stanął dużych drzwiach salonu.
-Udało Ci się ?!.-ucieszyła się mama.
-Potem Ci opowiem kochanie.
-Ołkeej, to ja idę do siebie.-powiedziałam i wstałam z czerwonej kanapy.
Usiadłam na schodach, żeby słyszeć co takiego tata opowiada mamie ale niestety szeptali i nic nie zrozumiałam. To niema sensu, wstałam i szłam dalej po schodach do swojego pokoju, przez chwile nawet chciałam wejść do biura rodziców, które jest naprzeciwko mojego pokoju żeby sprawdzić co takiego mogło się udać ale drzwi były zamknięte na klucz tak jak ich sypialnia obok. Ale to co się tacie udało i tak mnie pewnie nie dotyczy więc mniejsza z tym. 
Przez okno swojego balkonu zobaczyłam, że znowu pada śnieg ale tym razem słabiej niż wczoraj. Odrobiłam lekcje ale została jeszcze nauka i w końcu muszę poćwiczyć tą kolędę na gitarze. Mimo tylu obowiązków i tak włączyłam komputer i zobaczyłam, że Sarah jest ja Skype. 
Drrr...Drrr
-Cześć Ash !.
-Hej, i jak się czujesz ?.
-Mam gorączkę ale trochę lepiej niż rano...a jak w szkole ?.
-W szkole, poza tym co Ci pisałam o Jake'u to nic specjalnie się nie działo.
-Właśnie !. Jak to było dokładnie ?.
-No stałam z David'em i rozmawialiśmy, już nie pamiętam o czym i przerwał nam jakiś koleś i to chamsko. Uciszyłam go, że ma chwile poczekać bo rozmawiam, a jak już mógł mówić to powiedział, że Jake ze mną zrywa...
-Jaki frajer !. Nie przejmuj się nim, jak zrywa przez pośrednika to nie jest wart żadnej dziewczyny.
-Wiem o tym, nawet się nim nie przejmuje bo i tak od początku ten związek był żartem.
-Dobrze robisz, nie warto. A jak tam David po całym dniu spędzonym z dziewczyną ?.<śmiech>.
-Hahahaha, dobrze. Porozmawialiśmy sobie i bardzo mnie wspierał, jest naprawdę świetnym kumplem.
-Fakt, David jest inny niż reszta chłopaków.
Gdyby ona tylko wiedziała o uczuciach Davida...
-Ołkej, ja kończę bo muszę się pouczyć z tej głupiej fizyki bo jak rodzice się dowiedzą, że grozi mi 2 na semestr to o sylwestrze mogę zapomnieć ; (.
-No dobra, to powodzenia ja idę się położyć. Siemka  ; *.
-No heej ; *.
.........
Minęło półtorej godziny odkąd siedzę na łóżku z nosem w podręczniku i zeszycie od fizyki, a i tak nic nie rozumiem....rodzice mnie zabiją. No trudno, jak nie idzie mi z tym po dobroci to pójdzie podstępem, wystarczy podwójna kartka z marginesem i ołówek, a 3 na pewno będzie.
-Ashley, choć na kolacje !.-zawołała mama z dołu.
-Juuż !.
Zeszłam do kuchni i usiadłam przy stole, na kolacje były ciepłe bułeczki prosto z piekarnika.
-A jest jeszcze jogurt z czarnych porzeczek ?.-zapytałam.
-Nie wiem, musisz zobaczyć mała.
-Tatooo, nie lubię kiedy tak do mnie mówisz.
Otworzyłam lodówkę obitą w nasze żółte meble i wyszło na moje bo jogurt jeszcze był.
-Smacznego.
-Nawzajem.
-Jak tam w szkole po wycieczce kochanie ?.-zapytała mama.
-Rano było ciężko ale potem już dobrze. Mam nadzieje, że nie będziecie mi dziś palić światła prosto w pokój z biura bo chce się wyspać na jutro.
-Ja będę musiał coś sprawdzić ale to nie potrwa długo.-odpowiedział tata.
-Dobra, ja dziękuje. Idę się umyć i jak coś to będę u siebie.-powiedziałam i wyszłam.
Tak to jest, ze praca przenosi się do domu kiedy ojciec jest prezesem rodzinnej firmy, a mama jego sekretarką.

Umyłam się i wróciłam znów na górę.Uwielbiam wieczorami pogrywać na gitarze, to mnie uspokaja. W szlafroku wyszłam na swój balkon i usiadłam na ławeczkę z wikliny i zamiast ćwiczyć jakąś kolędę znalazłam na stoliczku obok niej zeszyt z moimi piosenkami. Znalazłam w środku jedną, którą napisałam niedawno kiedy byłam zakochana w Jake'u:


,,I want start and finish every day with You.
I want wake up every day next to You.
I wans see how You laugh and laugh together with You.
And I want only You, because...I love Your eyes, I love Your smile,
 I love Your face and I love Your hair.
I love when yoy are near, I'm in love...yes I feel.,,

No cóż...było i minęło na szczęście. Teraz mam ochotę napisać coś o tym, że jest totalnym dupkiem...


,,You're a readneck heartbreak
Who's really bad at lying
So watch me strike a match
On all my wasted time
As far as I'm concirned You're
Just another picture to burn,,

Wyszło samo z siebie ale dobra, koniec z rozczulaniem się i jazda z ćwiczeniem kolędy bo nie przeżyje jak zaliczę wtopę na oczach całej szkoły, Silent Night jest piękna więc muszę się postarać.
Wybiła 22 i zrobiło się strasznie zimno, chowam się do środka. Odłożyłam gitarę na stojak i położyłam się na łóżko. Wszędzie było ciemno, nawet w biurze rodziców. Spojrzałam w okno na pokryte śniegiem podwórko sąsiada i zasnęłam.