To był Jake. Spojrzał na mnie i zapytał czy nic mi nie jest, a ja cały czas powtarzałam sobie w myślach ,,tylko tym razem nie palnij nic głupiego". Na szczęście się udało i odpowiedziałam mu:
- Nic mi nie jest, wszystko ok. Dzięki.
Czułam, że już mogę stanąć o własnych siłach i kiedy w końcu się wyprostowałam Jake posłał mi słodki uśmiech i poszedł do swoich kumpli. Jestem tak podekscytowana tą sytuacją, że w drodze do swojej szafki chyba trzydzieści razy przeanalizowałam sobie całe zdarzenie klatka po klatce<Jeny...jakie on ma piękne brązowe oczy>. Nie mogę uwierzyć w swoje opanowanie dzisiejszego dnia ale pewnie było spowodowane wstrząsem sprzed 5 min. Jak David mógł się tak zachować, no jak?!. Ok, mniejsza, teraz dzwoni właśnie dzwonek na pierwszą lekcje a ja wole nie podpadać Lamie.
Mi się udało, ale za to David nie miał tyle szczęścia. Ja nie wierze, przecież on tylko pogorszył swoją sytuację. Zaczęło się od tego, że już przy drzwiach krzyczał- nie pytał się tylko krzyczał ,,ja będę dziś poprawiał wczorajszą kartkówkę!.". Wszyscy weszli do klasy i zajęli miejsca, a on przygotował kartkę, długopis i czekał, aż Lama podyktuje mu pytania. Zamiast tego zaczęła gadać, że David nie ma do niej szacunku i bla,bla,bla..., a on głupi się z nią kłócił. Nikt się nie odezwał za ani przeciw jego słowom, więc każdy musiał napisać kartkówkę ze wzorów. Bosko po prostu bo nic się nie uczyłam tylko pisałam referat na fize, dostane lacza i git. Reszta lekcji minęła spokojnie i nic niezwykłego się nie wydarzyło. Przerwy minęły mi i Sarach na rozmowie o David'zie i o jego zachowaniu. Ona też nie wie co mu odbiło i czemu tak nas rano potraktował. Chyba nie muszę dodawać, że złapał focha i przez resztę dnia się do nas nie odzywał. . Poza tym oddałam referat na fizyce, a inne lekcje minęły normalnie jak zawsze.
Kiedy po szkole doszłyśmy na przystanek David tam stał i nadal nie zamienił z nami słowa- <Thank You, David!>. Autobus miał spóźnienie, ale droga minęła bez przeszkód. Pożegnałam się ze swoją przyjaciółką i każda z nas poszła w stronę swojego domu.
,,Chyba rodzice się dziś nigdzie nie wybrali"- pomyślałam bo furtka nie była zamknięta na kluczyk, po dojściu do drzwi już miałam pewność. Ściągnęłam kozaki i poszłam do nich do salonu się przywitać a przy okazji zapytać się gdzie wczoraj byli.
- Cześć, już jestem!.
- Witaj córeczko.- w salonie była tylko mama.
- A gdzie tata?.
- Wezwali go do firmy.
- Aha, a tak ogółem to gdzie wy wczoraj byliście?. Zawsze kiedy wracam ze sql to ktoś jest a wczoraj pusty dom.
- Byliśmy na mieście coś załatwić.
,,Coś"- kocham takie stwierdzenia po prostu. Nic się nie dowiem.
- Lece do siebie odrobić lekcje.
Poszłam na górę do swojego pokoju. Zamiast od razu odrobić lekcje położyłam się na łóżko i myślałam o tych wszystkich wydarzeniach z dzisiejszego dnia. Mam nadzieję, że już jutro David będzie się normalnie zachowywał. Z takim właśnie nastawieniem zeszłam z łóżka, usiadłam na parapecie przy oknie z gitarą w ręku i zagrałam kilka akordów. Zrobiło się późno więc wzięłam się za lekcje, a potem poszłam spać.
Ps. Dziękuje wszystkim, którzy czytają tego bloga ; **. Widzę coraz większą liczbę wejść i jestem z tego powodu ogromnie zadowolona. Chcę Was jeszcze ogromnie przeprosić za to, że wpisy są tak rzadko, ale brakuje mi czasu ; (. Będę się starać żeby mieć go więcej ; ). Nadal zachęcam do komentowania i zaznaczania ankiety. Buziaki ; **.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz